Mam problem z pracodawca, dwa miesiące temu złożyłem wypowiedzenie ze względu na warunki pracy, atmosfere, presje itd. Sytuacja wyglada teraz tak.
Mam rozplanowany grafik po złości, przykład tygodnia: Poniedziałek od 6 do 18, wtorek od 19 do 7, czwartek od 6 do 14 piatek od 22 do 6. Ogólnie sytuacja na nocach wyglada tak że jeśli skończymy zaplanowaną prace przed zakonczeniem swojej zmiany to mozemy wyjść wcześniej (np. o 5:00




















Pracodawca mi nie wypłacił pieniędzy.
Kwiecień. Składam donos i jest info że potrwa to miesiąc. Po dwóch tygodniach dzwonię żeby dowiedzieć się czy coś ruszyło. Dostaje informację, że wejdą na początku czerwca. W czerwcu dzwonię i słyszę że sprawa się przeciąga i żebym zadzwonił za dwa tygodnie bo będzie wtedy wszystko jasne. Cały poprzedni tydzień
- brakuje ludzi, niskie pensje powodują, że urzędnicy odchodzą, za tem sprawy trwają DŁUGO bo nie ma komu robić (odrzuć mity wykopowych i YTubowych libertarian o rzekomym przeroście biurokracji w PL, w Polsce masz 20% budżetówki, urzędnicy rzadowi (PIP na przykład) to 117 tysiecy etatów ale może 110 jest obsadzone, samorządy to 254 tysiące, reszta budżetówki to kopalnie, służba zdrowia,