Mireczki i Mirabelki, krótko: kupiłem zegarek za 220zł w pewnym znanym sklepie internetowym. Po włączeniu zegarka chodził może 1 dzień i stanął. Pobiegłem do zegarmistrza, żeby sprawdził baterię. Pomyślałem, że leżał gdzieś na wystawie i bateria zdechła. Zegarmistrz potwierdził, że bateryjka padła i wymienił na nową. Po 1 dniu zegarek znowu stoi. Odesłałem więc zegarek do znanego sklepu z formularzem gwarancji. I dziś dostaję telefon zwrotny, że wymieniając baterię naruszyłem warunki gwarancji