Jest coś wyzwalającego w uczeniu się tylko dla siebie - a przynajmniej uczeniu się rzeczy niepraktycznych - rzeczy, o których czytamy czy których uczymy się głównie po to, że przyjemnie jest coś wiedzieć. Nie mamy nad sobą widma tego, że z części tej wiedzy będziemy musieli zdać test, którego negatywny rezultat zaważy na naszym dalszym losie. Możemy coś zanotować czy podkreślić - ale nie musimy. Możemy konkretnie coś sobie utrwalić -






























Pani niezbyt bystra, bo z tego co wywnioskowałam nie chodzi konkretnie o mój wpis, bo ja nazwisk nie podałam, tylko jeden z komentarzy pod artykułem, w którym ktoś to zrobił. Dziwne, że Pani nie zorientowała się, że z mojego wpisu jest bezpośrednie przekierowanie do strony jej męża w Rejestrze