Jak byłem mały to w kamienicy miałem piec kaflowy w dużym pokoju i jak było czym palić to nawet i pod 20 stopni podeszło. Ale w kuchni, łazience potrafiło być po 7 stopni na termometrze jak mróz był. Dziadek jeszcze jak żył to chodził na miejsce zlikwidowanego węglobloku i tam w ziemi kopał, bo trochę węgla zostało po ich działalnosci. I jak coś ukopał to przynosił mojej matce w reklamówce. Nie przeczę,
OstatniSpartanin


































