Kiedyś, w 2014 lub 2015, w I kl. licbazy, kiedy z entuzjazmem lurkowałem wykop, czytałem sporo past i przypadkiem natknąłem się na tę o hardkorowym fanie ostrej muzyki. Przypomniała mi się po napotkaniu osoby w koszulce "Metallica" zachowującej się jak w tej paście.
Opisałbym zawarty w niej styl życia jako trueschool metal. Tak, to opiniotwórczy koneser lub fanatyk, który swój gust muzyczny wyraża słowami: "Tylko Hardcore Black Norwegian Thrash Death Power Turbo Hiper Metal!" No przecież żaden progressive, bo *pogardliwie "to dla nudziarzy" albo "nie da się tego słuchać", "wokale czyste jak twoja matka, bo jesteś adoptowany".
Porównałbym go do fana ostrego jedzenia. "Nic mi nie robi ten wasz Pepperoni Chili Tabasco Kinder Metal. Ja potrzebuję p-----------a potrójnej stopy 4.000.000 uderzeń na minutę/w skali Scoville'a.", żeby usłyszeć i poczuć, że piekło jest na Ziemi.
Metal, poza warstwą muzyczną i kulturalną, jest jak konkurencja na najbardziej szatańską nazwę. Emo metal? Cichacze diabła. Black? Węgiel Z D--y. Norwegian? Fiordy Breivika. Thrash? Potrąceni Przez Śmieciarkę. Death? Zakład pogrzebowy "Nekrofilium". Hardcore? Szał Obłudnika. Groove? Kakaowy Wielki Brat. Heavy? Głaz Syzyfa.
Apropos Syzyfa - ma on wiele wspólnych cech z Larsem Urlichem. Cały czas robi to samo, nie wychodzi i znów robi to samo. Tak, słuchając sekcji perkusyjnej Metallici towarzyszy mi deja vu. Zupełnie jak hity w dzisiejszym radiu - gdzieś już to słyszałem.
Fani Metallici to elitarna grupa. Pokuszę się o stwierdzenie, że są jak gatunek zagrożony wyginięciem. Czy są tu jacyś fani? Szacun, nie wielu udaje się przejść przez detoks od alkoholu. Death Magnetic przeważnie wygrywa. Próbowałeś kiedyś nie pić chociaż przez tydzień? W głowie tylko Kill'em all i to bez słuchawek czy głośników.
Opisałbym zawarty w niej styl życia jako trueschool metal. Tak, to opiniotwórczy koneser lub fanatyk, który swój gust muzyczny wyraża słowami: "Tylko Hardcore Black Norwegian Thrash Death Power Turbo Hiper Metal!" No przecież żaden progressive, bo *pogardliwie "to dla nudziarzy" albo "nie da się tego słuchać", "wokale czyste jak twoja matka, bo jesteś adoptowany".
Porównałbym go do fana ostrego jedzenia. "Nic mi nie robi ten wasz Pepperoni Chili Tabasco Kinder Metal. Ja potrzebuję p-----------a potrójnej stopy 4.000.000 uderzeń na minutę/w skali Scoville'a.", żeby usłyszeć i poczuć, że piekło jest na Ziemi.
Metal, poza warstwą muzyczną i kulturalną, jest jak konkurencja na najbardziej szatańską nazwę. Emo metal? Cichacze diabła. Black? Węgiel Z D--y. Norwegian? Fiordy Breivika. Thrash? Potrąceni Przez Śmieciarkę. Death? Zakład pogrzebowy "Nekrofilium". Hardcore? Szał Obłudnika. Groove? Kakaowy Wielki Brat. Heavy? Głaz Syzyfa.
Apropos Syzyfa - ma on wiele wspólnych cech z Larsem Urlichem. Cały czas robi to samo, nie wychodzi i znów robi to samo. Tak, słuchając sekcji perkusyjnej Metallici towarzyszy mi deja vu. Zupełnie jak hity w dzisiejszym radiu - gdzieś już to słyszałem.
Fani Metallici to elitarna grupa. Pokuszę się o stwierdzenie, że są jak gatunek zagrożony wyginięciem. Czy są tu jacyś fani? Szacun, nie wielu udaje się przejść przez detoks od alkoholu. Death Magnetic przeważnie wygrywa. Próbowałeś kiedyś nie pić chociaż przez tydzień? W głowie tylko Kill'em all i to bez słuchawek czy głośników.



























źródło: scr
Pobierz