Im dłużej jestem na urlopie, tym większą ochotę mam się zwolnić. Jak pracuję tydzień za tygodniem, to nawet mi ta praca bardzo nie przeszkadza, ale jak biorę wolne, to paradoksalnie zaczynam sobie ją obrzydzać. Absurdem jest, że czasami wolę nie brać wolnego, bo raz, że się to odbije na satysfakcji z pracy, a dwa, że jakoś niewykorzystane dni w puli dają jakiś komfort psychiczny - takie "oszczędzanie" na czarną godzinę. No i
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dzisiaj sobie chuop biegał kolejny raz Mirki bo dopóki jest wolne trzeba nadbudować formę.

Ale nie oszukuję się. W środę wrócę do kołchozu i wszystko runie jak domek z kart. Znów zacznie się spanie po 6 godzin zamiast po 9 i powstanie dług snu, a ja ponownie zostanę zalanym kortyzolem i prolaktyną wrakiem z brain fogiem.

Wlasnie o to chodzi. To jest element pracy na etacie, żeby upodlić człowieka maksymalnie, zwarzywić, bo
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Horrorystyczny_Demon_Pagona: To co Pagonik opisuje dobrze jest huopu znane.

Przemysł to na chłodno. Mamy 14 godzinę, przed ewentualnym kołchozem masz jeszcze trochę czasu. Weź wolne jeśli potrzebujesz uspokoić głowę, ale czy całe 5 dni? Jak uważasz.
  • Odpowiedz
@Dlaczegoniedopuszczalna: Ale ja serio nie żartuję. Jakaś sprzedaż prowadzenie usług u mnie byłoby ciężkie, bo bardzo źle mi idzie w kontaktach z ludżmi. Nie wzbudzam zaufania i kontakty międzyludzkie budzą ogromny opór.

Dlatego też mam problem z etatem, bo źle mi idzie w kontaktach interpersonalnych. Stresują mnie i mocno obciążają.

Jak robisz w branży beauty jakieś pazy itd to tam laski też chodzą, żeby sobie pogadać, poplotkować itd.
  • Odpowiedz
Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach