Dziś leniwie. Wstałem o porze, ale tak się ślamazarzyłem (no dobra, młody też wstał i trzeba było go obsłużyć) że wybiegłem dopiero o 5:40. Nie spieszyłem się zbytnio, za to już na pierwszym kilometrze potknąłem się o krzywą płytę chodnikową - no i zebrałem ochrzan od żony "stary byk a poobijany jak przedszkolak" xD
Powietrze czyściutkie, na termometrze 0°C - niby moja stacja pogodowa mówiła











Powoli kończymy rok.
Udało mi się dzisiaj wymęczyć w końcu te 300 km w grudniu – jakoś nie mogłem dociągnąć do tej liczby…
Wstałem dość późno, dzień luźny więc się zbytnio też nie spieszyłem – wystartowałem wyjątkowo późno, prawie o 7 rano. Tym razem zacząłem od zakupów w piekarni i resztę trasy leciałem z pełnym plecaczkiem. Jako, że w domu z pieczywa zostało pół obwarzanka, musiałem jednak się
źródło: comment_1672401894YMGcQUvwLgvbRD5w9tezK5.jpg
Pobierzbardzo ładnie
tak trzymać