Czasem sobie wchodzę na jakieś grupki gurołazów i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludźmi, którzy najbardziej nienawidzą gór i chodzenia po górach, są zapaleni gurołazowcy. Ile na tych grupkach jest jadu i toksyczności, to trudno wyrazić słowami. Każde neutralne pytanie czy zwykłe zdjęcie może stać się zapalnikiem do wojny między tru-gurołazami a niedzielnymi amatorami, zwolennikami Samsonów za 3k a chodzącymi w trekkingach za 150 zł, zakładającymi trzy obozy zanim zaatakują szczyt

CrokusYounghand











