Według mnie depresja jest chorobą nieuleczalną. Mam na myśli to, że owszem, mogą być lepsze okresy, dłuższe (liczone w miesiącach czy nawet latach) bądź krótsze, ale zawsze trzeba się pilnować. Bo pewnego dnia budzisz się i czujesz, że twoja przyjaciółka wraca; wszystkie rzeczy jakby rozpadają się na twoich oczach i myślisz "ale po co to wszystko?". Dochodzi nagle do beznadziejnej realizacji, że ta choroba jest chronicznym przekleństwem.
Kiedy ktoś twierdzi, że wyleczył
Kiedy ktoś twierdzi, że wyleczył

























I tyle. Dalej nie