Byłem w pewnym lokalu z meksykańskim jedzeniem w okolicach wrocławskiego rynku. Nie było obsługi kelnerskiej trzeba było podejść do baru i wziąć karty samemu. I spoko - ja tam nie przepadam jak ktoś za mną biega. Wybrałem sobie jedzenie i podszedłem do lady złożyć zamówienie. A Pani podając mi terminal do zapłaty pyta czy chce dać napiwek xDDD
Rozumiecie? Jeszcze
















Mam tam dziadków, których odwiedzam co roku. Żadne wakacje zagraniczne nie dają mi tego, co te rejony. Będąc w tamtym roku w Hiszpanii, mając właściwie pod nosem morze, cały czas myślałem, jak fajnie byłoby pojechać do dziadków, pochodzić sobie na grzyby po lokalnych lasach i napić się taniego lokalnego piwka.
Moim