Pierwsza samotna wigilia w moim życiu, czyli zasadniczo udana ucieczka od tego, co zawsze mnie męczyło, czy wręcz irytowało. Z jednej strony czuję się jak ten memiczny freethinker, który pokazuje fuck'a świętom - Świętom Komercji i Obłudy, ale czuję również jakbym zatoczył w tym wszystkim pełne koło, wewnętrznie chcąc poczuć pewnie naiwną i mocno infantylną radość z przeżywania tych dni, które, jakby nie patrzeć, różnią się trochę od pozostałych dni w roku.