Mirki kto z was oglądał Na skraju jutra? Ja właśnie skończyłem i jak dla mnie jest to jeden z najlepszych filmów o tematyce "obcych" i co to nie będzie się działo z xxx lat. Pierwsze cofnięcie się w czasie głównego bohatera i nagle taki mindfuck, o #!$%@? chodzi (nie czytałem żadnych recenzji więc nie wiedziałem nawet za bardzo o czym to jest). Jak dla mnie 9,5/10. Kto nie widział i lubi
Pobierz
źródło: comment_VgPoGNRCZUc6ME0Pt6KMNgIwW8G0qY03.jpg
Ostrzyłem zęby na projekcję tego filmu już od jakiegoś czasu, w końcu go dorwałem, zapaliłem w pokoju fioletową lampkę, przygotowałem najwygodniejszy, jedyny w pokoju fotel i odpaliłem "Gościa". Zobaczyłem to, czego się spodziewałem - ociekająca przerysowanym klimatem lat 80-tych rewię kolorów, jednostronną akcję oraz posłuchałem mnóstwo zajebistej muzyki #synthwave. Pod koniec przez chwilę pojawiło mi się w głowie pytanie "ale o co chodziło, czemu w ogóle tak, jaka była motywacja" ale
Mirki, pomocy! Parę dni temu usłyszałem w radiu o filmie. Pan powiedział nazwę w stylu "Co(c)hirens" i opowiadał, ze jest to amerykański film sci fi, który raczej nie pojawi się w Polsce w kinach. Opowiada o ludziach, którzy siedzą w domu i sobie rozmawiają wiedząc, że jakaś kometa będzie przelatywała blisko Ziemi. I kiedy to się staje następuje tak jakby rozszczepienie rzeczywistości, (pekają im urządzenia elektryczne - albo mi się to prześniło
Bardzo, ale to bardzo podoba mi się tendencja na masowe robienie kina science-fiction, która trwa od kilku lat. Problem jedynie w tym, że prawie za każdym razem moja reakcja wygląda tak samo:
1. Podjarka trailerem.
2. Pójście do kina z ogromnym podnieceniem.
3. Reakcja w stylu "Ok" albo "Nawet nawet" po seansie.
4. Wniosek: "To jednak nie było zbyt dobre" następnego dnia.

W związku z tym mam pytanie do Was wszystkich, czy