Wczoraj nie udało się pobiegać – żona tak marudziła że się nie wyrobi na czas, że się nad nią zlitowałem i zostałem… I tak ledwo się wyrobiła. Ech kobiety ¯\_(ツ)_/¯
Chciałem dzisiaj wstać dużo wcześniej i polecieć nieco więcej, żeby skompensować sobie stracone kilometry – i co prawda budzik zawibrował o 4:19, ale wstałem dopiero 11 minut później. Jakoś się pozbierałem i o 4:50 wystartowałem.
Spodziewałem się temperatur bliskich zeru,









Z cyklu #ciezkiepowroty. Po półrocznej przerwie wracam tu.
Statystyki: