Prostowania nogi w ciemnościach ciąg dalszy.
Nie wiem co jest z tym moim spaniem ostatnio. Znowu coś słabo spałem, obudziłem się dopiero o 4:33. Półprzytomny obsłużyłem sierściuchy, przebrałem się w ciuchy biegowe i równo o 5 rano wyszedłem przed dom. Temperatura 6°C, sucho... i najważniejsze: wiatr. Poziom PM10/2,5 około 40-50%, maska grzecznie została w garażu. Zapomniałem o pulsomierzu na pasku, ale stwierdziłem że przecież to








Dzień lenia. Krótko i powoli.
Pospałem ile się dało. Wyłączyłem budzik, zignorowałem odruchową pobudkę koło 4:30 i dalej uderzyłem w kimono... chwilę później przyszedł młody i prawie mnie wypchnął z łóżka - zignorowałem. No i w końcu przylazł kot, niby przypadkiem zrzucając z nakastlika telefon, pilota i okulary. Wstałem o 5:30.
Obiecałem
źródło: comment_TdghePZbQTnC4KR8pCwomWG0Q1RPPIPt.jpg
Pobierzźródło: comment_F3vHBDCqXsPGdgYzBN413CM7R79zw2lk.jpg
Pobierz