# 211 #pratchettnadzis

Liczne religie w Ankh-Morpork wciąż praktykowały składanie ofiar z ludzi, chociaż osiągnęły w tym poziom tak wysoki, że wcale nie potrzebowały praktyki. Prawo miejskie stwierdzało, że można w tym celu wykorzystywać jedynie skazanych przestępców, co jednak w niczym nie przeszkadzało, ponieważ większość religii odmowę ochotniczego zgłoszenia się na ofiarę uznawała za zbrodnię karaną śmiercią.

Straż! Straż!
# 210 #pratchettnadzis

- Zastanawiałaś się kiedyś, jakie byłoby życie, gdybyś powiedzia­ła "tak"? - spytał Ridcully.

- Nie.

- Przypuszczam, że byśmy się ustatkowali, mieli dzieci, potem wnuki i w ogóle...

Babcia wzruszyła ramionami. Romantyczni idioci zawsze mó­wią takie rzeczy. Ale rzeczywiście, tego wieczoru coś unosiło się w powietrzu...

- A co z pożarem? - spytała.

- Jakim pożarem?

- Tym, co wybuchł w naszym domu krótko po ślubie. I zabił nas
# 209 #pratchettnadzis

- Rozumiem, że panna Weatherwax jest bardzo dumną kobietą - odezwała się Letycja.

Niania Ogg pyknęła z fajki.

- Równie dobrze można powiedzieć, że morze jest pełne wody.

Trzy czarownice przez chwilę rozważały jej słowa.

- Sądzę, że to cenna uwaga - przyznała Letycja. - Ale jej nie zrozumiałam.

- Jeśli w morzu nie ma wody, to nie jest ono morzem, tylko taką wściekle wielką dziurą w ziemi -
# 208 #pratchettnadzis

Działa oczywiście prawo przypadku. Odgrywa o wiele większą rolę w procedurach dochodzeniowych, niż narracyjna przyczynowość skłonna jest przyznać. Na każdą zagadkę morderstwa, rozwiązaną dzięki starannemu odkryciu kluczowego śladu stopy czy niedopałka papierosa, setka pozostaje nierozwiązana, ponieważ wiatr przewiał trochę liści w niewłaściwe miejsce albo zeszłej nocy nie padało. Tak wiele spraw udaje się rozwiązać dzięki szczęśliwemu przypadkowi - nieplanowanemu zatrzymaniu samochodu, podsłuchanej uwadze, temu, że ktoś odpowiedniej narodowości przebywał
# 204 #pratchettnadzis

Klatchiańska kawa ma lepsze działanie trzeźwiące niż nieoczekiwana brązowa koperta od inspektora podatkowego. Entuzjaści tego napoju pamiętają, żeby przed skosztowaniem najpierw solidnie się upić, ponieważ klatchiańska kawa przenosi człowieka do trzeźwości, a jeśli nie był ostrożny, to na drugą stronę, gdzie umysł ludzki błądzić nie powinien. W Straży Miejskiej uważano powszechnie, że Samuel Vimes jest przynajmniej dwa drinki poniżej poziomu i potrzebuje solidnej whisky, żeby być zwyczajnie trzeźwym.

Zbrojni
18+

Zawiera treści 18+

Ta treść została oznaczona jako materiał kontrowersyjny lub dla dorosłych.

@CegielniaPL: zauważ, że cytaty to nie zawsze ekstrakt z prywatnej opinii autora. Cytowane są wypowiedzi bohaterów o różnych rysach psychologicznych i różnych doświadczeniach. Część jest chwytliwa, chociaż jest zaledwie stereotypem lub półprawdą. W tym przypadku oczywiście temat jest tak głęboki, że branie takiej wypowiedzi na poważnie, za kwintesencję rozwiązującą zagadnienie, jest nie na miejscu i wątpię, by ktoś poza Tobą w ten sposób pomyślał (chociaż kto ich tam wie, wykopków) :)
# 200 #pratchettnadzis

Taka jest prawda. Kiedy ludzki lekarz po licznych puszczaniach krwi i stawianiu baniek odkrywa, że jego pacjent zmarł z czystej desperacji, zawsze może powiedzieć: „Tak mi przykro, niestety, wola bogów, trzydzieści dolarów się należy” i odejść jako człowiek wolny. Bo istoty ludzkie, formalnie rzecz biorąc, nic nie są warte. A za dobrego konia wyścigowego można dostać nawet dwadzieścia tysięcy dolarów. Doktor, który pozwoli któremuś zbyt szybko pogalopować na wielki
# 199 #pratchettnadzis

Na początek pojawiło się Prawo o Broni. Broni użyto w tak wielu przestępstwach, że - jak rozumował Swing - zmniejszenie ilości broni musi zmniejszyć skalę przestępczości.

Vimes zastanawiał się, czy Swing, kiedy coś takiego mu się przyśniło, usiadł w środku nocy na łóżku i sam się wyściskał. Skonfiskować całą broń, a zmniejszy się przestępczość... To miało sens. I pewnie by się nawet udało, gdyby tylko w mieście pracowało więcej
# 198 #pratchettnadzis

Najstarsi magowie Niewidocznego Uniwersytetu stali wokół i przyglądali się drzwiom.

Nie było żadnych wątpliwości, że ten, kto je zamknął, chciał, by pozostały zamknięte. Dziesiątki gwoździ mocowały skrzydło do framugi. W poprzek ktoś przybił deski. W dodatku aż do dzisiejszego ranka były ukryte za biblioteczką, którą ktoś przed nimi ustawił.

– I jest jeszcze kartka, Ridcully – przypomniał dziekan. – Czytałeś ją, jak przypuszczam. No wiesz, ta kartka, co jest
# 197 #pratchettnadzis

- Chcesz powiedzieć, że ludzie potrzebują... fantazji, żeby życie stało się znośne.

NAPRAWDĘ? JAKBY TO BYŁA JAKAŚ RÓŻOWA PIGUŁKA? NIE. LUDZIE POTRZEBUJĄ FANTAZJI, ŻEBY BYĆ LUDŹMI. ŻEBY BYĆ TYM MIEJSCEM, GDZIE SPADAJĄCY ANIOŁ SPOTYKA SIĘ Z WSTĘPUJĄCĄ MAŁPĄ.

– Wróżki Zębuszki? Wiedźmikołaje? Małe...

TAK. JAKO ĆWICZENIE. MUSICIE ZACZĄĆ OD NAUKI WIARY W MAŁE KŁAMSTWA.

– Żebyśmy potem mogli uwierzyć w wielkie?

TAK. SPRAWIEDLIWOŚĆ. MIŁOSIERDZIE. OBOWIĄZEK. TAKIE RZECZY.

– To
# 196 #pratchettnadzis

Kiedy człowiek jest dorosły, obawia się tylko, no... rzeczy logicznych. Ubóstwa. Chorób. Że go wykryją. Ale nie szaleje ze zgrozy, ponieważ coś czai się pod schodami. Przestrzeni nie wypełniają całkowicie dowolne światła i cienie. Cudowny świat dzieciństwa? Na pewno nie jest przyciętą wersją świata dorosłych. Już raczej jest światem dorosłych wypisanym wielkimi, pogrubionymi literami. Wszystko w nim jest... bardziej. Bardziej wszystko.

Wiedźmikołaj
# 195 #pratchettnadzis

Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie pozwolić - całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je, aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po
# 188 #pratchettnadzis

Pokonał pięćset mil i - co zaskakujące - droga przebiegła mu całkiem spokojnie. Ludzi mających sporo powyżej szeciu stóp wzrostu i prawie tyle samo w barach rzadko spotykają w drodze jakieś przygody. Najwyżej jacyś obcy wyskakują czasem na nich zza skał, a potem mówią niepewnym tonem:

- Eee... przepraszam. Wziąłem pana za kogoś innego.

Straż! Straż!