Ależ miałem poebany sen dziś.
Leciałem samolotem, z całą masą znanych sobie ludzi. Sen nie miał początku, sny chyba nigdy go nie mają. W każdym razie lece, nie wiem z jakiej okazji ani dokąd, wokół mnie ludzie których znam albo znałem.
Absurdalne było wymieszanie ludzi których znałem lata temu z obecnymi znajomymi. Była tam też moja rodzina, wliczając nieżyjącego dziadka, oczywiście wszyscy wyglądali tak jak ich zapamiętałem na ostatnich spotkaniach. Widziałem na pokładzie też
Leciałem samolotem, z całą masą znanych sobie ludzi. Sen nie miał początku, sny chyba nigdy go nie mają. W każdym razie lece, nie wiem z jakiej okazji ani dokąd, wokół mnie ludzie których znam albo znałem.
Absurdalne było wymieszanie ludzi których znałem lata temu z obecnymi znajomymi. Była tam też moja rodzina, wliczając nieżyjącego dziadka, oczywiście wszyscy wyglądali tak jak ich zapamiętałem na ostatnich spotkaniach. Widziałem na pokładzie też






























Dobry człowiek jestem, więc pytam kierowcy czy mu nie pomóc. On jakiś taki zaszokowany, wzdrygnął się jak mnie usłyszał ale mówi że pewnie.
Podkładam jakieś grubsze gałęzie