Zainspirowany jakimś artykułem wygrzebanym na wykopie zacząłem czytać o zależności pomiędzy kazirodztwem a chorobami genetycznymi.

Znalazłem coś takiego.

Ponieważ bliscy krewni mają z definicji sporą grupę wspólnych genów (rodzice z dziećmi oraz rodzeństwo ze sobą 50%, dziadkowie z wnukami 25%; kuzynostwo pierwszego stopnia ze sobą 6,25% itd.) szansa, że niekorzystna mutacja pojawi się w dwóch egzemplarzach u potomka pochodzącego z kazirodczego związku jest dużo większa niż szansa na pojawienie się jej u potomka
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Grypho: w tym artykule jest trochę bzdur. Nie chcę też się wypowiadać jako ekspert, ale parę słów rzucę. Przede wszystkim, mutacje nie są albo dobre, albo śmiertelne z miejsca. Są choroby, jak pląsawica huntingtona, których objawy pojawiają się późno, po okresie rozrodczym człowieka. Generalnie przyjmuje się, że każdy z nas jest nosicielem od 4 do 6 bardzo złych mutacji, ale są one niewiarygodnie rzadkie w populacji. Na tyle rzadkie, że
  • Odpowiedz
@Grypho: Z tego co kiedyś wyczytałem kazirodztwo zwiększa szansę na uwydatnienie się złych cech, ale także tych dobrych. Więc równie dobrze może to prowadzić do powstanie superczłowieka. Chyba dlatego tak nie jest, bo te chore jednostki i tak pociągną tych lepsze w dół. Ale to tylko moje przemyślenia.
  • Odpowiedz
Płód Arlekina to najgorsza choroba genetyczna jaką widziała ludzkość, gorszej w życiu nie spotkałam. Na szczęście jest niezmiernie rzadka i dziedziczona recesywnie (pojawiała się głownie ze stosunków kazirodczych).

Nie wstawiam zdjęcia, bo by pewnie poleciał ban za treści drastyczne, ale dla ciekawych daję link: Płód Arlekina

#medycyna #genetyka #nauka #ciekawostki
  • 30
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach