Najnowszy muzyczny wysryw Jakuba Chuptysia to zjawisko, które powinno być analizowane nie w kategoriach muzycznych, ale na zamkniętych oddziałach psychiatrii. Próba powrotu w roli mrocznego, niezrozumianego rapera z syndromem oblężonej twierdzy to ostateczny dowód na to, że ten człowiek nie przeszedł żadnej refleksji. On po prostu zmienił maskę, by ulepić sobie z własnej patologii wygodny mit „wyklętego artysty. Zacznijmy od początku, bo to jest szczyt megalomanii. Chłop otwiera kawałek samplem o wojnie

NikiforSterman187





























