Byłem ostatnio u spowiedzi. Był to mój pierwszy taki akt od grubo ponad dekady. Stwierdziłem, że co mi szkodzi, pójdę na całość - wyspowiadałem się na serio od serca, wyznając przewiny, ale też ich motywacje, i to, co mnie naprawdę boli lub martwi w związku z nimi. W spowiedzi otworzyłem się przed kapłanem. Być może liczyłem na zbyt wiele, ale oczekiwałem choćby mini-kazania w związku z tym wszystkim, minisesji terapeutyczno - filozoficzno

onehandedbandit










