Mirki, miałem dzisiaj najstraszniejszy sen w swoim życiu.
Poszedłem odwiedzić swoją szkołę podstawową. Miejsce trochę pokręcone, bo okazało się, że szkoła już nie funkcjonuje normalnie, tylko została zamieniona na coś w rodzaju szpitala psychiatrycznego. Spotkałem tam chorego psychicznie kolegę, który zdziecinniał i biegał po korytarzu. W jednym z pokojów siedział nauczyciel od techniki, któremu uroiło się, że jest katechetą. Gdy mnie zobaczył pomyślał, że przyszedłem poprawić sprawdzian. Nie chciałem go rozczarowywać, więc usiadłem
Poszedłem odwiedzić swoją szkołę podstawową. Miejsce trochę pokręcone, bo okazało się, że szkoła już nie funkcjonuje normalnie, tylko została zamieniona na coś w rodzaju szpitala psychiatrycznego. Spotkałem tam chorego psychicznie kolegę, który zdziecinniał i biegał po korytarzu. W jednym z pokojów siedział nauczyciel od techniki, któremu uroiło się, że jest katechetą. Gdy mnie zobaczył pomyślał, że przyszedłem poprawić sprawdzian. Nie chciałem go rozczarowywać, więc usiadłem

















Zawsze powtarzałam, sobie i innym: Nie możesz pokonać potwora? Przyłącz się do niego. Stań się taki jak on i jeszcze lepszy. Jeszcze straszniejszy.
Sen jest taki: siedzę w knajpie, świeci słońce, mnóstwo ludzi, bufet amerykański, wszyscy szczęśliwi, rozluźnieni. Ja siedzę przy stoliku, wcinam coś smacznego, z grilla. W końcu mówię - sorry, muszę siusiu. Idę siusiu.
Kiedy