Hej mirki,
dzisiaj w wigilię (rano) zmarł chrzestny mojej mamy, miał prawie 90 lat, był przewlekle chory. Pojechaliśmy do jego żony którą się opiekował złożyć jej kondolencje, ona ma Alzheimera, porozmawiala z nami a na koniec zwyzywała moja mamę (którą zawsze uwielbiała), mówiła mojemu tacie ze jest jej najukochanszym dzieckiem (widziała go trzy razy w życiu), moja mama usłyszała żeby w----------a, że jest k---ą itd. Na początku rozmawiali normalnie i przyjaźnie, dzisiaj
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@kubica666: ktoś się chociaż przyznał ? ja miałem 2 takie sytuacje, raz zbity reflektor i wgniecenie, raz uszkodzone drzwi. oczywiście po sprawcy zero śladu. pewnego pięknego dnia kupiłem Matiza za 2000zł (z klimą :P) i od tamtego czasu jeżdżę po mieście tylko nim, zero obaw w razie W - obity jest, że hej ale mi nie szkoda. Na trasy w garażu stoi inne autko. To jedyny sposób na chamów i
  • Odpowiedz
Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Po śmierci jest to co sobie wyobrazimy sami.
Ktoś wierzył w piekło, dostanie je.
To samo z niebem.
Niby nicosc tam jest ale ja myślę że jakaś energia tam przepływa.
Jak wiemy dotąd nic we wszechświecie nie dzieje się bez powodu.
A w przyrodzie nic nie ginie.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ten wpis miał być krótki i dotyczyć zupełnie zupełnie innego tematu.

Stojąc na przystanku autobusowym, widzę z oddali idącą parę, mężczyzna na rękach trzyma koc. Kiedy zbliżyłi się na tyle blisko by było ich widać, wtedy dojrzałem na ich twarzy smutek, mężczyzna przechodząc kolo mnie tylko chlipnął. W głowie od razu pojawiła się pewna myśl...


Po mimo, że sprawa mnie nie dotyczyła, to jednak kiedy o tym teraz pomyślę, również mam chęć
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@WuDwaKa: Ja miałem kiedyś odchowanego od małego kota. Któregoś razu przepadł. Weterynarz po kilku dniach zadzwonił, że ktoś przyniósł. Jak przyszedłem, to kot jeszcze żył. Uśpili go przy mnie, a pół godziny później zakopałem go w ogrodzie. Niefajne przeżycie.
  • Odpowiedz