Właśnie przypomniałem swój dzisiejszy sen.
Przechadzałem się w sąsiednim mieście. Nagle zobaczyłem jakąś marną, znajomą istotę. Wychudzone kości, poszarpane ubranie i zmęczona twarz. Podszedłem bliżej, a on do mnie :
Spojrzałem
Przechadzałem się w sąsiednim mieście. Nagle zobaczyłem jakąś marną, znajomą istotę. Wychudzone kości, poszarpane ubranie i zmęczona twarz. Podszedłem bliżej, a on do mnie :
Może poratuje kolega złotóweczką na białko? Masa sama się nie zrobi.
Spojrzałem






















Ale mi sie głupoty dzisiaj sniły, miałem leciec na księżyc i babcia mnie na stacje kosmicznom chciała maluchem podwieźć, cykałem sie troche i p-----------y czołowo w tira ale nikomu nic sie nie stało!