Dzisiaj w końcu nie było ślizgawicy i zebrałem się równo o o 5:00. Na termometrze -1°C, a smog nieco poniżej 100% - a że wiatr zaczął hulać i szło w dół, to poleciałem bez maski. Warunki fajne - cicho, ciemno, sucho...
Po dwudniowej przerwie biegło się miło i lekko, ale pierwszy kilometr mnie negatywnie zaskoczył... dopiero potem jakoś się rozpędziłem i udało się donieść na metę średnią









Dzisiaj znowu chciałem wystartować równo o o 5:00, Ale tym razem jednak trochę za marudziłem – to koty, to odłączyć prostownik od akumulatora... i pomknąłem nieco ponad 5 min później. Na termometrze coś między 0 a -1°C, a smogtym razem już nie dawał najmniejszych złudzeń – grubo ponad 250% normy oznaczało po prostu bieg w masce.
Przyzwyczajony do tego, że w masce z reguły mam gorsze
źródło: comment_tkGWCzjidFQYxi9Wx7c7i3LEqgU7SMcJ.jpg
Pobierz