#perfumy #frufrecki
Pineward Lime Cola. Tak jak wskazywałaby na to nazwa, w otwarciu wyczuwalna jest musująca cola. Stanowi ona jednak tylko część kompozycji i wcale nie dominuje całości. Obecne są również wyraźne przyprawowe nuty, przede wszystkim imbir, ale też gałka muszkatołowa i kolendra. Do tego zapach dopełnia świeża limonka, choć trochę skryta w tle i może ciut wiśni. Początek jest zaskakująco ostry i powiedziałbym nawet, że nieco agresywny.
Pineward Lime Cola. Tak jak wskazywałaby na to nazwa, w otwarciu wyczuwalna jest musująca cola. Stanowi ona jednak tylko część kompozycji i wcale nie dominuje całości. Obecne są również wyraźne przyprawowe nuty, przede wszystkim imbir, ale też gałka muszkatołowa i kolendra. Do tego zapach dopełnia świeża limonka, choć trochę skryta w tle i może ciut wiśni. Początek jest zaskakująco ostry i powiedziałbym nawet, że nieco agresywny.



















Kolejny Pineward, tym razem Gingerbread. Tak jak Apple Tabac, był dla mnie wiernym odwzorowaniem jabłka, tak tutaj mamy świąteczny piernik. W otwarciu bardzo intensywnie daje o sobie znać ciepły korzenny akord i przyprawy. Czuć imbir, cynamon i goździki, a także delikatną nutę pszenicy, dająca wrażenie jakbyśmy wąchali ciastko. Po paru minutach pierwszy plan zaczyna przejmować mocna słodycz. Pojawia się wyraźna melasa, w towarzystwie brązowego cukru i
źródło: rudychleb
Pobierz