Wpis z mikrobloga

#perfumy #frufrecki

Pineward Lime Cola. Tak jak wskazywałaby na to nazwa, w otwarciu wyczuwalna jest musująca cola. Stanowi ona jednak tylko część kompozycji i wcale nie dominuje całości. Obecne są również wyraźne przyprawowe nuty, przede wszystkim imbir, ale też gałka muszkatołowa i kolendra. Do tego zapach dopełnia świeża limonka, choć trochę skryta w tle i może ciut wiśni. Początek jest zaskakująco ostry i powiedziałbym nawet, że nieco agresywny. Po czasie się trochę wygładza i wychodzi w nim więcej słodyczy, cukier oraz wanilia. Da się wyłapać też nieco gorzkiej pomarańczy, a przechodząc w drydown uwydatnia się cynamon.

Co ciekawe odbieram również lekki dymny akcent, jakby przewijające się w tle kadzidło na drzewnej bazie. Kompozycja jest dosyć złożona, posiada sporo elementów, które da się poszczególnie wyłapać, ale uważam że tworzą one chaotyczny zapach. Nuta coli wybrzmiewa w nim raczej sztucznie, a przyprawy wybijają się jak na mój gust zbyt mocno. Oczekując od tych perfum jedynie tego co zawarte jest w nazwie, czyli limonki i coli, można się mocno zaskoczyć. Zresztą jeśli kogoś interesuje ten motyw, to prędzej poleciłbym na testy Severo, które jest zdecydowanie tańsze i według mnie przyjemniejsze w odbiorze.

Jeśli chodzi o parametry, to są całkiem dobre. Sam profil zapachu uniseksowy, bardziej w klimacie jesiennym, lub zimowym. W porównaniu do większości Pinewardów idzie w zdecydowanie innym kierunku. Zamiast eksplorowania leśnych motywów, mamy gourmanda, ale nie w ciasteczkowo zbożowym stylu, jak np. w przypadku Hayloft. Tutaj jest to jakiś nieudany eksperyment i pierwszy opisywany przeze mnie zapach tej marki, który mi się zwyczajnie ani trochę nie spodobał, nie patrząc nawet przez pryzmat ceny.

Zapach 4/10
Projekcja 6/10
Żywotność 7/10

pozostałe recki
Frufruf - #perfumy #frufrecki

Pineward Lime Cola. Tak jak wskazywałaby na to nazwa, ...

źródło: lime_cola

Pobierz
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach