Miało być rano. Budzik był nastawiony i wiecie co? Obudziłam się około 6:30, nawet nie pamiętając momentu, w którym go wyłączyłam (╯︵╰,) A biorąc pod uwagę, że chciałam dzisiaj pobiegać dłużej, nie było już opcji, żebym zdążyła przed wyjściem z domu. No a że dzisiaj ostatni dzień miesiąca, to nie mogłam też sobie odpuścić, więc po powrocie z pracy szybciutko (no dobra, nie tak
Leń jestem. Wczoraj o 5 padało i stwierdziłem, że obok żony w łóżku będzie zdecydowanie przytulniej ( ͡°͜ʖ͡°) Dzisiaj... jakoś mi się zapomniało, że zamierzałem biegać xD i tylko co parę minut wduszałem drzemkę. W końcu kot zaczął jojczeć, a wypuszczając go uświadomiłem sobie, że przecież jest rano, nie pada i wypadałoby się przebiec... Jakoś się pozbierałem i o 5:45 wyszedłem przed dom. Prognozy się sprawdziły.
No dobra. Dzisiaj było rześko. Na termometrze zaledwie 3°C, za oknem zaskakująco mocny wiatr - myślałem, że po tym jak wczoraj wieczorem się uspokoiło to już tak pozostanie... Wczoraj było tak jak przewidywałem - rano ulewa, a że się nastawiłem na niebieganie to gdy się przejaśniło koło 14 to i tak nie miałem czasu... Wieczór trochę kusił, ale wewnętrzny leń wygrał ( ͡º͜ʖ͡º)
Z zeszłego tygodnia: cały tydzień ładowania baterii i spokojnego treningu (z jedną „mocniejszą” jednostką w tempie 4:29 min/km), żeby w niedzielę była moc na półmaratonie. No i moc była, ale był też wiatr (hehe, wiatr, Ty, kutfo!). W zasadzie powiedzieć, że wiało to nic nie powiedzieć. A żeby było śmiesznie, to meta była usytuowana w Tczewie, a
Jako, że wieje tak, że łeb chce urwac #wiatrcwel a zaplanowane miałem 10km BC w zakładanym tempie półmaratonu musiałem zmodyfikować trening żeby nie zrobić z tego biegu w trupa. Nie chciałem zwalniać tempa żeby jednak obiegać się na danej prędkości więc postanowiłem podzielić bieg na odcinki z przerwą statyczną (5km/p4min-3km/p3min-2km). Naszarpałem się strasznie a z minuty na minutę wiało coraz mocniej. Na jednej prostej taki w
21324,68 - 11,3 - 11,1 - 11,7 - 16 = 21274,58 I minął kolejny tydzień... 11,3 - po dość udanej połówce stwierdziłem, że pozwolę organizmowi prowadzić się przez całą godzinę. Efekt nieco przerósł oczekiwania: zamiast 5:50 leciałem 5:20, poprawiając życiówkę na 10km o 5 minut. No zdarza się ( ͡°͜ʖ͡°) 11,1 - podobnie jak wyżej, tylko zamiast po parku, wybrałem się nad Dreisam - większą rzeczkę we Freiburgu. Nieco monotonnie było, ale też
Z racji, że zegara biologicznego nie sposób tak od razu o godzinę przestawić, a ja poszłam wczoraj w sumie dość wcześnie spać, to pobiłam dzisiaj swój rekord jeśli chodzi o najwcześniejszą godzinę rozpoczęcia treningu 3:58 ʕ•ᴥ•ʔ A i tak strasznie się ociągałam z wyjściem z domu.
Pogoda? Ulewa + #wmordewind - oczywiście niezależnie od tego w którą stronę biegłam <3 No i
#bieganie #biegajzwykopem
#sztafeta
Wpis