Wracasz sobie zmęczony po całym dniu z polibudy,
uwaliłeś kolosa z technik obliczeniowych,
oblałeś się kawą przy ładnej dziewczynie i zgubiłeś długopis.
Wleczesz się tym chodnikiem,
dookoła szara polska zima bez grama śniegu,
na obiad znowu odmrażane mielone i już tylko marzysz, żeby walnąć się na dupę przed telewizorem i obejrzeć Kiepskich…
uwaliłeś kolosa z technik obliczeniowych,
oblałeś się kawą przy ładnej dziewczynie i zgubiłeś długopis.
Wleczesz się tym chodnikiem,
dookoła szara polska zima bez grama śniegu,
na obiad znowu odmrażane mielone i już tylko marzysz, żeby walnąć się na dupę przed telewizorem i obejrzeć Kiepskich…





































Współczuję, moja mama też choruje od lat. Niby teraz nie leży, jest prawie samodzielna, ale czasami widać, że rzeczywistość jej odjeżdża... Niby ten sam człowiek, a jednak ktoś zupełnie inny i co parę miesięcy jest gorzej i gorzej