Dior Sauvage Elixir to nie jest żaden „blue fresh na siłkę”, tylko ciężki, gęsty fougère dla ludzi, którzy wiedzą co to parametry, a nie psikają 10 strzałów EDT i mówią, że „nie czuć”
Otwarcie wali jak mokra szmata z apteki - cynamon, gałka, kardamon, gorzko-pieprzny grejpfrut; zero rześkości, zero safe play, od pierwszych sekund wiadomo, że to zapach do dominacji
Lawenda w sercu to stara szkoła barbershopu, sucha, kamforowa, momentami wręcz
















U mnie: Erba Pura, Versace yellow diamond i miejsce honorowe otrzyma the office od jeremiasza
#perfumy