TL;DR: Przy rekrutacji na specjalizację lekarską w PL bardziej opłaca się klepać śmieciowe publikacje w spółdzielniach punktowych i dopisywać znajomych niż dobrze zdać LEK i robić uczciwą naukę. System premiuje kombinatorów z "układami", a nie tych, którzy faktycznie coś umieją.
Mirki, to co się dzieje przy rekrutacji na rezydenturę, to jest żart z ludzi, którzy uczciwie zapierniczają do LEK-u i próbują robić normalną naukę.
W skrócie: w naborze na specjalizację dostajesz dodatkowe punkty za publikacje naukowe (do małego limitu). Brzmi fajnie? W praktyce wyszła z tego punktowa patologia:
- "Spółdzielnie punktowe" - kilku/kilkunastu kumpli umawia się, że "zrobimy parę prac, każdy dopisuje każdego". 10 autorów, 5 publikacji, nagle każdy ma „pełen komplet” punktów do rekrutacji. Nieważne, kto faktycznie cokolwiek zrobił, nieważne czy z AI i do czasopisma teologicznego, czy Lanceta/Nature.
- Śmieciowe czasopisma z listy - zamiast walczyć o porządne czasopisma, ludzie szukają takich, które "nie robią problemów". Byle gniot, byle na liście ministerialnej, byle szybko przyjęli. Jakość merytoryczna? Nieistotne.
- Kupczenie autorstwem - dopisywanie szefów, znajomych, rodziny, kogokolwiek. Nie masz układów? Twój problem.
- Matematyka zamiast medycyny - ktoś, kto ogarnia naukę i zrobił jedną porządną pracę, może przegrać rekrutację z kimś, kto w rok "mielił kotlety" w wątpliwych periodykach i dopisywał się wszędzie, gdzie się dało.

Efekt?
- Osoba, która świetnie zdała LEK, ma realne ryzyko, że nie dostanie wymarzonej specjalizacji
- przegra z kimś, kto opanował triki systemu, a nie materiał z interny czy chirurgii.
To jest punktoza w najgorszym wydaniu. Zamiast zachęcać do rzetelnej nauki, system mówi młodemu lekarzowi:
"Nie opłaca ci się robić solidnych badań i walczyć o dobre czasopisma. Opłaca ci się mieć jak najwięcej nazwisk na jak największej liczbie byle jakich prac."
Przy okazji cierpią też ludzie, którzy robią naprawdę wartościowe badania - ich prace giną w zalewie śmieciowych publikacji pisanych wyłącznie "pod punkty", a nie po to, żeby kogokolwiek leczyć lepiej.

Jeśli naprawdę chcemy promować naukowców, to:
- róbmy to przez granty, stypendia, konkursy,
- a nie przez wypaczanie wyniku LEK-u, który miał być egzaminem z wiedzy klinicznej, a nie testem z kontaktów towarzyskich i znajomości „właściwych” redakcji.
Należy jak najbardziej rozdmuchać i nagłośnić ten temat. Chcecie, aby leczyło was profesorskie dziecko dopisane 10 razy do pracy, czy ten kto rzeczywiście to napisał, bo był po prostu najlepszy z najlepszych?

#medycyna #lekarz #lekarski #studbaza #przegryw #afera #polska #pracbaza #nauka #wykopefekt









Komentarze (126)
najlepsze
Czyżby jedno z takich czasopism było w Toruniu? ( ͡º ͜ʖ͡º) i związane z pewnym księdzem? ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡
@Brutus66: Ta porządek jak z MBA z Kolegum Tumanum okazało się z dyplomy robili politycy wszystkich opcji Xd i sprawa ucichła
Publikacja naukowa w czasopiśmie nie ma nic wspólnego z pracą lic/mag.
Tłumaczę dla niewtajemniczonych.
Do rekrutacji na specjalizacje w trybie rezydenckim liczy się głównie wynik lek (200 pkt), 0,5 pkt za każdą publikacje w czasopiśmie z listy ministerialnej (max. 10 publikacji czyli 5 pkt) oraz 5 pkt za posiadanie stopnia doktora (tego praktycznie nikt nie ma). Te 5 pkt to bardzo
Przyczyną jest baza pytań lekarskiego egzaminu, który zda każdy debil, który wkuje bazę. W moich czasach ten egzamin ciężko było w ogóle zdać. Zagraniczni studenci zdawali go w 10-20%. Dziś zda go byle debil z prywatnej uczelni Akademii Śląskiej (nie myślić z publicznym ŚUM).
Jeśli zatem macie rozstrzał na poziomie 2-3 punktów, te 5 punktów za publikacje to naprawdę dużo....
.... drugi problem to fakt, że
Natomiast trzeba było biegle znać język polski i rzeczywiście mieć minimum wiedzy medycznej. Obecnie - wystarczy umieć czytać. Polski jest tylko opcjonalny, bo pytań w puli jest tyle, że można się ich wyuczyć do poziomu odpowiadania „po pierwszej
Po uwolnieniu zawodów prawniczych ludzie ruszyli hurmem - i co się okazało? Jakość usług prawniczych nie spadła, za to prawnicy muszą się starać i zabiegać o klientów. Skończyły się czasy wybrzydzania i robienia po łebkach. Za to klienci zaczęli coraz śmielej pozywać niekompetentnych prawników o działanie na szkodę dla siebie
Z resztą to c---a da nawet jakby ich produkować tysiące, bo najlepiej zarabiający są ci w wąskich specjalizacjach o wąskich umiejętnościach. Zapychając rynek debilami, będziecie łazić do większej ilości lekarzy nie uzyskując
@SKYFander: Optymista. Chciałeś powiedzieć całej polskiej nauki, bez wyjątków.