Wpis z mikrobloga

✨️ Jak pogodzić się z brakiem emocji po śmierci ojca?
TLDR: zmarł ojciec, którego nie widziałem 20 lat. Nie obeszło mnie to wcale. Czy to źle o mnie świadczy?

Właśnie się dowiedziałem, że zmarł chłop, który 20 lat temu doprowadził nasz dom do finansowej ruiny i odszedł do innej, brzydkiej jak noc listopadowa baby. Jak do tego doszło, że niemal wywalili nas z mieszkania? No na przykład brał pieniądze na opłacenie rachunków, szedł zapłacić i wracał z wbitymi pieczątkami itp. W tajemnicy pożyczał forsę od całej rodziny i wszystkich znajomych, bo rzekomo nie było na jedzenie. Zarabiał dobrze jak na tamte czasy i Mama oczywiście też pracowała, więc nie było powodu do narzekań. Gdzie ta cała forsa się podziała? Nie wiem, ale mam podejrzenia, że na dziwki lub podwójne życie. Już się nie dowiemy. Mama wyrzuciła starego z domu, gdy wydała się część zadłużenia i zdrada z żoną jej brata. Kochała go, ale płacząc powiedziała mu, że albo powie gdzie hajs, albo ma się pakować. Załadował ciuchy w foliowy worek, wsiadł do poloneza i na początku 2005 roku ewakuował się z naszego życia. Potem widziałem go 3 razy, z czego raz na sprawie o podwyższenie alimentów, których i tak nie płacił. Trwało to latami, ale z pomocą starszego brata i pracując często na dwa etaty, Mama spłaciła długi co do grosza. Dzwoniła do wszystkich mówiąc jaka jest sytuacja i pytając czy ojciec pożyczał pieniądze. W sumie było tego kilkadziesiąt tysięcy w nieopłaconych rachunkach, w firmach pożyczkowych jak np. provident, u znajomych i rodziny.

I teraz wyobraźcie sobie jakie to było wyzwanie, kiedy masz na utrzymaniu trzech nastolatków, pracujesz w szwalni na 3 zmiany. Tracisz tą pracę i kilka miesięcy nie możesz znaleźć nowej. W międzyczasie ludzie dobijają się o pieniądze. Z takich sytuacji pamiętam jak np. dwa karki z firmy kruk przesiadywali w samochodzie przed naszym blokiem, zaczepiali nas czy na pewno ojciec nie mieszka. Albo na przykład najlepszy kumpel ojca z roboty, w wigilie przyszedł do mamy wykłócać się o dług. Mama oddała mu wszystko co miała. Później spłaciła resztę. Dźwignęła to wszystko i przypilnowała, żebyśmy wyszli na ludzi. Kocham ją.

A stary? Jak raz, tuż po odejściu zabrał nas na cały dzień do siebie, to po godzinie wypytywania czy Mama nas nie nastawia przeciwko niemu, zabrał nas do swojego nowego domu. A tam mała chałupina z lat 60tych. Na podwórku błoto, syf, kaczki i kury. W domu ta brzydka baba ze swoimi rodzicami i dwójka dzieciaków. Jedno tak ~~5-6 lat, drugie 1-2 lata. To małe wołało na starego "tata", na co brzydka baba w panice odpowiadała, że "nie ma taty", "to nie tata". To było tak ze 2 miesiące po wyprowadzce, więc kalkulacje zostawiam wam. Heh. Lata mijały, a na wspomnianej sprawie o alimenty, nawet się ze mną nie przywitał.

W międzyczasie stary miał jakąś udawaną próbę samobójczą i był przez kilka tygodni w psychiatryku. Straszył Mamę sms'ami, że się powiesi przez naszymi drzwiami, albo przejedzie ją na przejściu dla pieszych. Kilka lat później doszła do nas informacja, że ta stara chałupa im się spaliła. Stary w regionalnej tv występował wraz z tą babą. Ludzie robili na nich zbiórki, a gmina dała im mieszkanie. Ciekawe czy by je dostali, gdyby wszyscy wiedzieli co z nami zrobił.

A co z nami? Cały okres nastoletni spieprzony. Bieda, chleb z dżemem zrobionym ze śliwek, które Mama dostała od sąsiada. I ukrywany płacz Mamy.

Były też dobre osoby w naszym życiu. Np. rodzice jednego z kolegów starszego brata pracowali za granicą. Gdy dowiedzieli się o naszej sytuacji, to przez długi okres nam pomagali przywożąc różne rzeczy jak np. chemię gospodarczą, jakiś prowiant czy słodycze dla nas. Zawsze całe auto "towaru". Inna, bardzo ważna osoba, to wychowawczyni z gimnazjum, dzięki której nie poszedłem w patologię. Pomagała jak mogła. Całe gimnazjum jeździłem na wycieczki za darmo, bo Pani Zofia mówiła, że jako organizator może zabrać jedną osobę bez opłat. Potem wydało się, że sama to finansowała. Na podobnej zasadzie miałem zapewnione obiady w szkole. Mnóstwo rozmów i wsparcia, bo nie radząc sobie z tym wszystkim - beczałem jak mięczak. Nigdy Jej za to nie podziękowałem. Muszę Ją odwiedzić.

Stary zmarł w szpitalu. Podobno od 5 lat nie wstawał z łóżka. Miał 2 lub 3 "nowych" dzieci, które wraz z nową kobietą, musiały się nim zajmować. Karma is a bitch. Miała chociaż na tyle odwagi, że po 20 latach osobiście przyjechała do Mamy, by ją poinformować o sprawie. Rozmawiały ze sobą pierwszy raz w życiu.

Mama ciężko to znosi, a ja? Więcej emocji wywołuje we mnie wspomnienie wychowawczyni i tych ciężkich czasów, niż ta śmierć. Dla mnie mój Tatuś, bo tak go nazywałem, "odszedł" 20 lat temu. Został tylko dawca nasienia, jakkolwiek by to nie brzmiało. Na pogrzeb nie mam ochoty jechać, ale zrobię to ze względu na mamę. Czy to źle o mnie świadczy? Czy jestem złym człowiekiem, bo nie obchodzi mnie zbytnio śmierć takiego "ojca"? Tylko o tym myślę.

Jak to z siebie wyrzuciłem, to jakoś lżej się zrobiło. Ciekawe.

#rodzina #smierc #chcepogadac

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta

🫶 Twoje wsparcie = dalszy rozwój projektu. Wspomóż projekt

  • 130
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 139
@mirko_anonim Nic w tym dziwnego, nie obwiniaj się i przede wszystkim nie słuchaj ludzi którzy mówią że MUSISZ się tym przejąć. Zmarł dla Ciebie nawet nie randomowy gość, ale po części też oprawca i niszczyciel dzieciństwa / wieku dorastania więc niech gnije a Ty pij szampana i sprawdź tylko czy nie będziesz miał z tego powodu żadnych długów i odrzuć ewentualne spadki.
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 27
✨️ Autor wpisu (OP): @inXe: Dzięki za dobre słowo.

Odrzucenie spadku i uzyskanie dokumentacji medycznej, to pierwsze co mi przeszło przez myśl, gdy się dowiedziałem. W moim przypadku jest tak, że oprócz "swojego" odrzucenia muszę jeszcze załatwić to w sądzie rodzinnym i to dwa razy, bo mam dziecko 3 lata i drugie in progress, więc za tę ciążę też musimy założyć sprawę.

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej
  • Odpowiedz
Czy to źle o mnie świadczy?


@mirko_anonim: Nie. Źle to świadczy o Twoim ojcu, zniszczył Wam życie.

Podziękuj wszystkim, którzy wtedy Wam pomagali, a swojej mamie powiedz, że jest bardzo dzielną kobietą. Nie oglądaj się wstecz, tego człowieka na szczęście nie ma już w waszym życiu.
  • Odpowiedz
Rób tak, jak podpowiada Ci rozum. Może za parę lat to przetrawisz i pójdziesz z własnej woli zapalić ojcu znicz, może nigdy się to nie wydarzy. Powodzenia Mireczku!
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Przeczytałem ten wpis i mam ciarki na plecach. Nie będę nawet próbował udawać, że choć po części rozumiem jak to jest - bo na pewno tak nie jest. Imho teraz musisz podjąć decyzję czy faktycznie chcesz jechać na ten pogrzeb, i czy Twoja mama albo rodzeństwo aby na pewno są tam potrzebni. Ja staram się unikać wszelakiego rodzaju ceremonii na których "pasuje" być, zamiast tego wybieram te, na których
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: ale wysryw. Jak serio się martwisz, czy wszystko z tobą w porządku to idź na terapię. Może tam do ciebie dojdzie, że żadne dziecko nie jest winne grzechów swoich ojców. To że coś odczuwasz, bądź nie - nie jest zależne od Ciebie. Emocje są, lub ich nie ma zależnie od przypadku i trzeba nauczyć się z tym żyć, radzić i akceptowac, a nie samego siebie biczować. Nie ty siebie
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: Jak byś chciał pogadać to pisz na prov, miałm kiedyś podobne doświadczenie. Mogę coś podpowiedzieć jak to ugryźć ale też jak poradzić sobie z innymi konsekwencjami jakie na pewno Cię spotkały bądź jeszcze spotkają w życiu spowodowanymi wychowaniem bez ojca.
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: ja bardziej przejąłem się śmiercią psa niż mamy xD a miałem z nią dobre układy i wspomnienia, zero patologi. Z tym, że pies odszedł nagle, a z mamą to było wiadomo tak od roku-dwoch i pies był "zdrowy", a mama chorowała więc była to dla niej "ulga. Przejmujesz się bez powodu.
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: przesyłam Ci wirtualne przytulenie (). U mnie śmierć ojca również nie wywołała żadnych emocji, pamiętam, że podczas rozpoznania zwłok emocje były u mnie tak odcięte, że uspokajałam policjanta, który wchodził ze mną do mieszkania. Miałam wtedy wczesne 20+, widok był okrutny - podłoga domu zasrana, zarzygana, w tym wszystkim ten człowiek, już z pierwszymi oznakami rozkładu. Nie mieszkaliśmy wtedy razem już kilka
  • Odpowiedz