Źródło tutaj: https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/petycja-w-sprawie-wylaczenia-mozliwosci-licytacji-komorniczej-nieruchomosci-mieszkalnej-dluznika
Po treści petycji można śmiało uznać, że podejście w rodzaju "przynieśli, kazali podpisać, my nie czytali, a teraz trzeba płacić" jest w obywatelach Polski zakorzenione. Generalnie w przypadku dłużników, którzy poszli drogą upadłości konsumenckiej, zamieszkała nieruchomość jest często jedynym majątkiem, z którego można przynajmniej w pewnym stopniu zaspokoić wierzycieli. Upadłość konsumencka nie jest odpowiednikiem karty wyjścia z więzienia w grze Monopoly, w ramach której kasują się wszystkie długi i można wszystko zacząć od zera. Niesamowicie naiwna jest wiara, że spłata długu wynoszącego powiedzmy milion złotych będzie możliwa przez sprzedaż starego telewizora, zastawy stołowej albo zajęcie emerytury czy renty. Pierwszych (używanych ruchomości) często nikt nie chce kupować, a z drugich wszystko albo prawie wszystko jest wolne od zajęcia, aby możliwe było zapewnienie minimum egzystencjalne. Nie da rady najczęściej spłacić długów, przynajmniej w pewnym stopniu, innym sposobem niż sprzedaż nieruchomości. Podobnie zaciąganie kredytów bez umiaru nie jest winą podmiotów, które tych kredytów udzielają, tylko ludzi, którzy te kredyty biorą. Jakim cudem ktoś, kto jakoś funkcjonuje w społeczeństwie i dorobił się emerytury może nie wiedzieć, że długi należy spłacać, a jeśli nie ma na to widoków, to w ogóle nie należy ich zaciągać? No i przede wszystkim - jeśli nie ma jakiegokolwiek mienia, z którego w praktyce można byłoby egzekwować poza tą nieruchomością, to jak można nie egzekwować z niej? Gdyby tego zakazać, każdy labo prawie każdy dłużnik mógłby się śmiać wierzycielowi prosto w twarz. Co ciekawe, nasz petent ma do pewnego stopnia poglądy zbieżne z naszą władzą. Aktualnie, w czasie pandemii nie można przeprowadzać licytacji z nieruchomości zamieszkałych przez dłużników w egzekucjach komorniczych na mocy art. 952'1 § 5 Kodeksu postępowania cywilnego. Co ciekawe jednak, analogicznego przepisu nie ma w ustawie o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. O ile zatem nie można stracić chałupy za dług w banku, o tyle za dług podatkowy u państwa już można zostać wykopanym w domu. Nie do końca jasne jest czy ograniczenia z Kodeksu postępowania cywilnego dotykają sprzedaż nieruchomości przez syndyka w postępowaniu upadłościowym. Wydaje się, że nie, bo w Prawie upadłościowym nie ma analogicznych przepisów, a ustawa w zakresie sprzedaży majątku w masie upadłości zawiera wyczerpującą regulację. Ogólnie rzecz biorąc pandemia wpłynęła na sytuację dłużników raczej pozytywnie, bo przynajmniej części długów nie można wyegzekwować przez sprzedaż nieruchomości zamieszkałych przez dłużników. Aczkolwiek oczywiście nie wszystkich. Z jakiegoś powodu państwo swoje interesy zabezpieczyło, chociaż też nie tak do końca, bo zazwyczaj te długi, które są egzekwowane w egzekucji administracyjnej przez naczelnika urzędu skarbowego i tak nie korzystają z pierwszeństwa zaspokojenia, bo nieruchomości dłużników są już wcześniej obciążone hipotekami.
Natomiast zrzucanie przez dłużników odpowiedzialności za swoje długi na tych, którzy im pożyczyli to po prostu niedojrzałość.
dn.20.09.2021r.




![[ENG]Podatek od wartości ziemi - czy na pewno można go przerzucić na najemcę?](https://wykop.pl/cdn/c3397993/link_1639171731mR8x1bxNLidnzDrRmR5rAZ,w220h142.jpg)



















źródło: comment_1639226287UFCF4HrV1wfKAryHEuzfBh.jpg
Pobierz