Z takich najbardziej #!$%@? rzeczy na studiach, to raz wysłałem fejkowego maila od wykładowcy do studentów. Wieczorem dzień przed egzaminem napisałem, że może się pojawić takie w #!$%@? #!$%@? zadanie, którego rozwiązanie wyłącznie przy pomocy kalkulatora zajmuje 2 godziny (na ćwiczeniach było robione na komputerze, z konspektem i jako ciekawostka). Rozwiązanie wymagało przeniesienia 400 stronnicowej książki z tablicami (każdy drukował w nocy z pdf'a). Wszyscy uczyli się na pamięć algorytmu rozwiązywania tego
@Lysyn Wysłałem maila, w którym jako nadawca był podany jego oficjalny mail (już wcześniej wysyłał nam z niego różne materiały, więc ludzie myśleli, że to od niego). Dodatkowo w było tam imię, nazwisko i nawet takie samo zdjęcie profilowe.

Po prostu nie było różnic, żeby ktoś mógł się zorientować, że fejk.