Uff, W końcu pobiegłem. Tydzień temu zrobiłem coś arcygłupiego – po tym jak mnie lekko otarły buty na piętach nie przejąłem się, tylko założyłem plasterki i następnego dnia pobiegłem sobie jak zwykle. Skutek – pięty zdarte do żywej krwi... Następnego dnia ledwo chodziłem - i przez cały tydzień smarowałem pięty tribioticiem i paradowałem w klapkach...
Wkurzony jestem, bo szykował mi się rekordowy kilometraż - a zdążyłem nabić







Dziś żona ma wolne, więc sobie trochę pospałem i wyruszam dopiero o 05:40. Pogoda cudna, 15°C i bezchmurne niebo - nic tylko lecieć gdzie nogi poniosą. Dziecko trzeba zawieść na ósmą do szkoły, więc nie mogłem sobie za bardzo pofolgować i ograniczyłem się do 11 km. Narazie latam w starych butach – czekam aż pięty się do końca zagoją i wtedy zrobię drugie podejście do
źródło: comment_ctOF864Jg7xZZRnFJ9dLBIxFN7U1Jjpd.jpg
Pobierz@Mageroy: ale jego pewnie nie obcierał :)