Rano zaspałem i biegania nie było - ale że dziś pogoda pikna była to trafiła się szansa na kolejną przebieżkę w towarzystwie zeoweryzowanego syna lvl7 :)
Po ostatniej jeździe wiedziałem że to raczej ja jestem hamulcowym i mniej się ograniczałem. Jedyną stroną która krzyczała "wolniej" byłem ja, natomiast oczywiście parę razy trzeba było zwolnić - czy to pomóc młodemu przejechać przez wysoki krawężnik, czy spokojnie przejść po pasach.
I co?







Jakoś się zebrałem o tej 5 mimo ledwo 4h snu. Pogoda pomogła - aż chciało się wstawać :) Jednak krótki sen i mniej niż 12h od wczorajszej przebieżki z synem dały mi radę - szło ciężko mimo solidnych starań i wyższego niż zwykle pulsu. Mimo wszystko udało się wymęczyć 4:59 na tych 8km, więc w sumie sukces - nie dałem się :)
No i miło widzieć jak waga idzie
źródło: comment_8neUr8jG1Eh4tVgFITTzdFPJ2N5ajudx.jpg
Pobierz