„Gorąca linia z Wężownika” („The Ophiuchi Hotline”) z 1977 r. (u nas opublikowana w 1996 r.) to książkowy debiut ur. w 1947 r. Johna Varleya, wielokrotnego laureata nagród Hugo, Nebula i Locusa, jednego z najlepszych amerykańskich pisarzy science fiction drugiej połowy dwudziestego wieku.
Akcja powieści dzieje się w autorskim uniwersum Varleya o nazwie „Osiem światów”, w którym to Układ Słoneczny został skolonizowany przez ludzkich uchodźców uciekających przed kosmitami (znanymi tylko jako „Najeźdźcy”). Ziemia i Jowisz są niedostępne dla ludzkości, ale Księżyc oraz inne planety i księżyce Układu Słonecznego zostały zaludnione. Istnieją również mniejsze kolonie osadzone w Obłoku Oorta poza samym Układem Słonecznym. W przestrzeni kosmicznej za orbitą Plutona zostaje odkryta Gorąca Linia: nieprzerwany strumień danych, płynący z gwiazdy znanej jako 70. Wężownika. Korzystając z pochodzących z Gorącej Linii informacji ludzkość rozwija naukę i technologię, pozwalającą jej na przetrwanie poza Ziemią. Problem polega na tym, że po kilkuset latach jej nadawcy postanawiają wystawić ludziom rachunek…
Główną bohaterką jest Lila-Alexandr-Calypso, genetyczka działająca na skraju prawa, która zostaje skazana na śmierć gdy zostają odkryte jej eksperymenty związane z manipulowaniem ludzkim DNA. Z opresji uwalnia ją szef Tweed – były prezydent Luny, kierujący Partią Wolnych Ziemian, niewielkiej ale zdeterminowanej grupy planującej atak na Najeźdźców i powrót ludzkości na Ziemię. Umiejętności Lili mogą się okazać bardzo pomocne dla osiągnięcia tego
Od niedawna mam urlop, więc postanowiłem wykorzystać go nieco na nadrobienie filmowo-serialowych zaległości. Jedną z nich był serial „Fundacja” oparty na cyklu książek Isaaca Asimova (1920-1992) o tym samym tytule.
Ekranizacja tej jednej z najbardziej znanych serii książek science fiction, była kwestią czasu, od kiedy w 2009 r. prawa do niej wykupiła wytwórnia Sony Pictures. Początkowo reżyserem miał być znany z „Dnia niepodległości” (1996) i „Gwiezdnych wrót” (1994) Rolland Emmerich. Po licznych perturbacjach, zrezygnował on jednak z reżyserii, a projekt zdryfował w ostateczności do Apple TV, które zamiast filmu postanowiło zrobić serial. Za sterami produkcji stanęli: David S. Goyer scenarzysta m.in. „Mrocznego miasta” (1998) oraz „Człowieka ze stali” (2013) oraz Josh Friedman znany ze scenariuszy m.in. do „Wojny światów” (2005) i „Czarnej Dalii” (2006) – raczej zdolni rzemieślnicy niż wybitni twórcy, niemniej o dużym doświadczeniu. Wzięli oni zasadniczy zrąb opowieści Asimova, zachowując przy tym jej kluczowe elementy, dodając też również coś od siebie (ale o tym później).
Akcja serialu przenosi nas w daleką przyszłość, kilkadziesiąt tysięcy lat od chwili obecnej, gdy Ziemia jest jedynie odległym wspomnieniem jako domniemane miejsce pochodzenia ludzkiej rasy, która rozpleniła się po całej Galaktyce. Szczytem możliwości ludzkiej cywilizacji jest Imperium Galaktyczne ze stolicą na planecie Trantor. Od wieków nic nie dokucza jego mieszkańcom, a jednak matematyk Hari Seldon za pomocą stworzonej przez siebie nauki – psychohistorii, pozwalającej przewidzieć los społeczeństw i cywilizacji wieści rychły upadek Imperium, po którym ma nastąpić trzydzieści tysięcy lat mroku i upadku ludzkości. Aby skrócić ten okres do pięciuset lat zakłada on tytułową Fundację – z założenia instytut gromadzący wiedzę, który w momencie upadku ma ją przechować tak by nie zniknęły dotychczasowe ludzkie osiągnięcia. Oczywiście projekt Fundacji nie spotyka się początkową z pozytywnym odzewem ze strony Imperium, bowiem de facto podważa on jego trwałość, niemniej zostaje postanowione, że Seldon wraz ze swoimi zwolennikami może założyć Fundację na położonej na obrzeżach Galaktyki planecie Terminus.
@CipakKrulRzycia: Pierwszy sezon jeszcze się jakoś trzymał, a pierwszy odcinek drugiego sezonu sprawiał wrażenie pójścia w pulpowe klimaty co było by nawet całkiem fajne, gdyby nie to, że już w następnych odcinkach poszli w retardyzację Dornick i jej córki, które sprawiają wrażenie pogubionych w całej historii. Zgodzę się też co do tego, że serial nie zachęca do książek, a bardziej na nich pasożytuje co widać właśnie w drugim sezonie. Póki
JB analizuje chińską obecność w Afryce w kontekście kobaltu:
"Mali chińscy kupcy którzy wydobywają się z jakiegoś czenk du czy innego zadupia chińskiego i poświęcają całe życie żeby dostać się do j---a ciemności i tu mają skitrane tu kupują na kilogramy tu mają dolary i w tym podziale marży kursują i sprzedają".
Po zakończeniu w 1969 r. emisji oryginalnego „Star Treka” a przed premierą filmu „Star Trek: The Motion Picture” (1979) jedna z najpopularniejszych w ostatnich kilkudziesięciu latach franczyz science fiction znalazła się w dziwnym miejscu. Pomimo tego, że stacja NBC skasowała serial z powodu słabych wyników oglądalności, jego powtórki emitowane na lokalnych amerykańskich stacjach telewizyjnych nie tylko udowodniły, że przyciąga on jednak sporą rzeszę widzów, ale nadal ma telewizyjny i kinowy potencjał. Ten
@Sheckley2: toż to odcinek TNG, gdzie znajduja statek rozbity na sferze dysona, a tam Scotty w zapętlonym w diagnostyce bufforze transportera... I też wlatują do sfery, i też zostają uwięzieni.
@Sheckley2: nie chcę mi się szukać nazw wsi i nazwisk marszałków. Z tego co pamiętam.. W południowej części obszaru walk w pewnym momencie Francuzi zaczęli brać w kleszcze przeciwników. Ci spanikowali i zaczęli uciekać przez zamarznięte jezioro. Francuzi zaczęli pałować z armat w lód i uciekający żołnierze się potopili.
@Sheckley2 czy jest coś czego nie skutasili w tym serialu? Pytam serio. wysiadłem przy pierwszych odcinkach drugiego sezonu a mega się jarałem ze będzie serial bo książki były mega i nie miałem się do czego p-------ć
„Quatermass i studnia” („Quatermass and the Pit”, w Ameryce znany pt. „Five Million Years to Earth”) z 1967 r. w reżyserii Roya Warda Bakera (notabene znanego ze świetnego filmu o ostatnich godzinach Titanica – „A Night to Remember” z 1959 r.) to trzeci pełnometrażowy film o profesorze Bernardzie Quatermassie, postaci bardzo ważnej do brytyjskiego filmu science fiction i grozy.
Quatermass został stworzony przez pochodzącego z wyspy Man pisarza i scenarzystę Nigela Kneale’a na użytek serialu BBC z 1953 r. pt. „The Quatermass Experiment” (który to doczekał się wersji filmowej pt. „The Quatermass Xperiment” w naszym kraju znanej pt. „Zemsta kosmosu”) Ambitny naukowiec, szefujący brytyjskiemu programowi rakietowemu (British Experimental Rocket Group) to postać niejednoznaczna. Chyba najlepiej scharakteryzował Quatermassa Stephen King w swojej autorskiej historii horroru „Danse Macabre” z 1981 r. cyt.: "[w] pewnym sensie Quatermass sprawia wrażenie postaci bliższej prawdziwym naukowcom z Oak Ridge z okresu powojennego niż szalonym eksperymentatorom z lat trzydziestych. To nie dr Cyclops w białym fartuchu, ze złowrogim uśmiechem przyglądający się swemu dziełu poprzez grube okulary. Przeciwnie, Quatermass jest nie tylko dość przystojny i przerażająco inteligentny, ale też obdarzony charyzmą i nieugięty w swym dążeniu do wyznaczonego celu. Optymiści dostrzegą w zakończeniu „Zemsty kosmosu" hołd złożony wspaniałej niezłomności ludzkiego ducha, jego determinacji w poszerzaniu wiedzy niezależnie od ceny, jaką przyjdzie za to zapłacić. Natomiast dla pesymistów Quatermass staje się najbardziej wymownym symbolem wbudowanego w ludzką naturę ogranicznika; najwyższym kapłanem technohorroru”.
Postać stworzona przez Kneale’a okazała się na tyle atrakcyjna dla widza, że doczekała się ona jeszcze dwóch seriali w l. 50-tych stworzonych dla BBC pt. „Quatermass II” (1955) oraz „Quatermass and the Pit” (1959). Obydwa zostały potem zremakowane na potrzeby dużego ekranu przez brytyjską wytwórnię Hammer najbardziej znaną ze swojej serii o
Urodzony w 1969 r. Tim Lebbon jest autorem znanym głównie ze swoich książek z gatunku grozy i science fiction. Brytyjskiemu pisarzowi nie jest również obca twórczość w ramach uznanych franczyz takich jak „Gwiezdne wojny” („Świt Jedi: W nicość” z 2013 r.) czy uniwersum Obcego.
Po premierze w 2012 r. filmu „Prometeusz” (notabene ambitnej, ale jednak porażki Ridleya Scotta) posiadające prawa do książek z serii o ksenomorfach wydawnictwo Titan Books postanowiło zamówić po raz pierwszy od wydanej w 2008 r. powieści B.K. Evensona „Aliens: No Exist” nową – oryginalną książkową pozycję ze świata Obcego. Zamiarem wydawnictwo było połączenie istniejących rozbieżności powstałych w związku z „Prometeuszem” jak również w szerszym planie połączenie tej serii z uniwersum Predatora.
Tak powstała powieść Tima Lebbona „Obcy. Wyjście z cienia” („Alien: Out of the Shadows”), która zawitała na księgarskie półki w 2014 r., a u nas ukazała się w tym roku nakładem
Wczoraj obejrzałem sobie w Iluzjonie „Ptaki” z 1963 r. No i cóż, oczywiście podstawowym problemem w tego rodzaju seansach jest jakość taśmy filmowej – kilkudziesięcioletnia taśma daje efekt oglądania w 480p. Niemniej byłem już na to przygotowany po zeszłorocznym seansie „Terminatora” więc nie mogę powiedzieć, że mnie to zaskoczyło.
Jak zaś przedstawiał się sam film? Pierwsza połowa wygląda zasadniczo jak komedia romantyczna. Melanie Daniels (Tippi Hedren) poznaje w jednym ze sklepów zoologicznych w San Francisco prawnika Mitcha Brennera (Rod Taylor), Melanie udaje tam ekspedientkę by zrobić kawał niczego niepodejrzewającemu prawnikowi, ten jednak szybko odgaduje cel bohaterki i końcowo ona sama staje się ofiarą swojego planu. Oczywiście Mitch wpada w oko Melanie, która by odegrać się na nim, za przejrzenie jej gierki podąża do jego rodzinnego miasteczka Bodega Bay, gdzie Mitch spędza weekend.
W sumie Melanie zachowuje się tutaj jak rasowa stalkerka, która wykorzystując swoje rodzinne i zawodowe znajomości lokalizuje swoją ofiarę a następnie ja śledzi. Niemniej można na to przymknąć oko, bo Tippi Hedren stworzyła całkiem sympatyczną bohaterkę o ukrytej głębi (np. jej teksty dotyczące jej matki czy też niesławnych wakacji w Rzymie). Ogólnie można powiedzieć, że w filmie znajdują się całkiem interesujące portrety psychologiczne.
Urodzony w 1935 r. Robert Silverberg jest niekwestionowanym mistrzem literatury fantastycznonaukowej i fantasy. Takie powieści jak „Człowiek w labiryncie” (1968) czy „W dół do Ziemi” (1969) na trwałe zapisały się w świadomości (nie tylko polskich) fanów fantastyki. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że sam autor zamknął się w jednym gatunku literackim. W swojej powieści „Księga czaszek” (1972) w zręczny sposób odwołując się do fantasy i niektórych pomysłów literatury grozy tworzy ciekawą historię, zahaczając przy tym o dramat obyczajowy.
W 2022 r. wydawnictwo Vesper wydało u nas wcześniej niepublikowaną w Polsce powieść amerykańskiego autora tj. „Pana Ciemności” z 1983 r. Publikacja ta od razu przyciągnęła moja uwagę, przy czym szczególnie zainteresował mnie fakt, że sama książka była promowana jako nieoczywista powieść grozy osadzona w Afryce przełomu XVI i XVII wieku. Nie sposób bowiem ukryć, że w pierwszej kolejności książka Silverberga to epicka powieść historyczno-przygodowa, a znajdujące się w niej elementy grozy wynikają raczej z okoliczności otaczających głównego bohatera i mają raczej przyziemny charakter. Nikła dawka nadnaturalności pojawia jedynie w związku z tym, że autor przedstawia nam świat przefiltrowany przez mentalność i wiedzę żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku Anglika.
Silverberg opisuje w swej książce dzieje autentycznej postaci historycznej – pochodzącego z Leigh w Anglii Andrew Battella, który próbując swoich sił w pirackim fachu, dostał się do portugalskiej niewoli i spędził w niej blisko dwadzieścia lat (od 1589 do około 1610 r.). Powieść przedstawia zmagania angielskiego do szpiku kości bohatera w portugalskiej Angoli. Battell jest uważnym i inteligentnym obserwatorem, szybko też przykuwa uwagę kolonialnych władz. By zyskać sobie ich przychylność, a być może nawet zezwolenie na powrót do Anglii Battell jest zmuszony podjąć służbę u Portugalczyków jako pilot statku kursującego wzdłuż angolskich wybrzeży, jednak wraz z toczącą się w kolonii gra o władzę doświadcza on nieprzewidywalnych zwrotów losu., które rzucają z miejsca na miejsce. Jest żołnierzem, marynarzem, handlarzem niewolników, przeżywa przygody i romanse, w głębi serca jednak pragnie wrócić do swego domu w Leigh.
„Dzieci nocy” Dana Simmons (ur. 1948) z 1992 r. to powieściowe rozwinięcie jego opowiadania pt. „All Dracula's Children” zamieszczonego pierwotnie w antologii „The Ultimate Dracula” z 1991 r. Jak można się domyśleć po samych tytułach, Simmons bierze w swojej książce na tapetę Draculę – najsłynniejszego wampira w historii popkultury, który zawitał do niej dzięki słynnej powieści Brama Stokera z 1897 r. Oczywiście powieść amerykańskiego autora to nie proste powtórzenie historii opowiedzianej nam już przez Stokera. Z jednej bowiem strony Simmons bierze z niej pomysł i głównego antagonistę, z drugiej zaś dokonuje twórczej dekonstrukcji mitologii otaczającej księcia wampirów, przy użyciu najnowszych odkryć w dziedzinie hematologii.
Akcja powieści przenosi nas do Rumunii krótko po obaleniu Nicolae Ceaușescu. Zmagający się z ogromnymi problemami postkomunistyczny kraj obserwujemy z perspektywy Kate Neuman młodej hematolog z Boulder w stanie Kolorado. W trakcie wolontariatu odbywanego w Bukareszcie trafia ona na dziecko cierpiące na nieznaną chorobę krwi, która powinna już dawno je zabić. Zdegradowany system odpornościowy niemowlaka zadziwia lekarzy zdumiewającymi zdolnościami regeneracyjnymi, po tym gdy zostaje on poddany transfuzji krwi. Jak się szybko okazuje Joshua – bo tak nazywa go Kate może stanowić klucz do opracowania leku na AIDS i nowotwory krwi. Jednak jak się szybko okazuje jest też on kimś znacznie więcej i wielu osobom zależy by go zdobyć…
Simmons dokonał ciekawej kwerendy dotyczącej dziejów Draculi i zdecydował się na jego uhistorycznienie, przedstawiając nam w specjalnych rozdziałach powieści nieco udramatyzowane na potrzeby powieści, ale prawdziwe dzieje głównego antagonisty, odzierając go niejako ze stokerowych naleciałości. Podobnie autor wykorzystuje hematologię, tłumacząć w naukowy sposób fenomen wampiryzmu, co przywodzi nieco na myśl „Jestem legendą” Richarda Mathesona z 1954 r., który też znacznie zmodyfikował i „unaukowił” wampirzą mitologię.
Frank Herbert (1920-1986) jest pisarzem najbardziej znanym z epickiej sagi o planecie Arrakis, czyli oczywiście „Diuny” (1965), której to uniwersum do tej pory rozrasta się (z lepszym lub gorszym efektem) za sprawą jego syna Briana. Niemniej powyższy cykl książkowy to jedynie część jego dorobku literackiego, na który składającą się dziesiątki powieści, nowel i opowiadań.
Wydany u nas niedawno (w 2021 r.) przez wydawnictwo Rebis„Rój Hellstroma” to jedna ciekawszych pozycji w dorobku Herberta, która udowadnia, że pisarz całkiem sprawnie odnajdywał się w różnych gatunkach literackich.
Opublikowany w formie książkowej w 1973 r. „Rój Hellstroma”, pierwotnie wychodził jako powieść w odcinkach w numerach amerykańskiego magazynu science fiction „Galaxy” w l. 1972-1973 pod tytułem „Project 40”. W 1978 r. książka otrzymała Prix Tour-Apollo Award, dla najlepszej powieści science fiction wydanej we Francji w
źródło: 369972697_876234644070456_2569408736142783317_n (1)
Pobierz