Wpis z mikrobloga

Po ponad piętnastu latach obejrzałem dzisiaj "Pierwszą krew" z 1982 r. Mój poprzedni seans odbył się w ramach megahitu Polsatu gdy miałem naście lat, więc można powiedzieć, że po raz pierwszy obejrzałem ten film w pełni świadomie i bez reklam :P

Co tu dużo mówić, film to teraz zasłużona klasyka. Niemal wzorowy dramat akcji z naciskiem na dramat, bo jednak tutaj Stallone miał do zagrania coś więcej niż w dwójce czy trójce. Jego John Rambo to zagubiony i straumatyzowany człowiek na drodze do... No właśnie, Rambo chciał po prostu odwiedzić swojego przyjaciela, a gdy usłyszał o jego śmierci odszedł by niejako roztopić się w amerykańskim społeczeństwie chwytając się kolejnych gównianych prac. No i wtedy pojawia się szeryf miasteczka o dyktatorskich zapędach, który chce pokazać, że to on w nim rządzi. I jeden i drugi nie chce odpuścić. Lata temu czytałem literacki pierwowzór Davida Morella i tam konflikt szeryf-Rambo grał pierwsze skrzypce aż do autodestrukcyjnego dla obydwu postaci finału. Tutaj zostało to znacznie zmienione. Szeryf Teasle w pewnym momencie schodzi na drugi plan, gdy zjawia się pułkownik Trautman i wydaje mi się, że sporo z jego wątku wycięto, niemniej Richard Crenna stanowi według mnie ciekawszy kontrast do Rambo, niż małomiasteczkowy uparty glina.

Sceny obławy w lesie są minimalistyczne w porównaniu z innymi filmami z serii i do tej pory bardzo dobrze się trzymają. Lokacja w Kolumbii Brytyjskiej, dzięki jej oszałamiającym krajobrazom też robi swoje. Końcowa rozpierducha w mieście i scena załamania Johna w finale jest dosyć niecodzienna. Rambo pęka - nie jest już maszyną do zabijania a po prostu zwykłym zranionym człowiekiem. Stallone potrafił to oddać w tym pełnym zaszczucia wzroku. Przy czym dobrze się stało, że twórcy nie poszli w całości na przedstawienie Rambo jako zwykłego wariata - ofiarę, który nie zdaje sobie sprawy z własnego szaleństwa, a postawili na zachowanie przez niego świadomości swoich czynów, które w pewnym momencie przytłaczają go i łamią. Mimo wszystko bowiem kibicujemy mu gdy widzimy jak stara się po prostu walczyć o swoje. W tym kontekście jego losy dają nadzieję, wpisując się w raeganowski klimat amerykańskiego odrodzenia l. 80-tych.

#sheckleyrecenzuje #recenzje #stallone #rambo #filmy #kino
Sheckley2 - Po ponad piętnastu latach obejrzałem dzisiaj "Pierwszą krew" z 1982 r. Mó...

źródło: 14543830858_12ba22339e_o-2032870729

Pobierz
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

  • 0
@JonaszSynGrazyny: ja też i była całkiem dobra. Notabene David Morrell napisał również powieściową adaptację dwójki i ciekaw jestem jak połączył ze sobą odmienny ton filmu i jego pierwszej książki (nie wspominając już o losie Rambo).
  • Odpowiedz