8 schronisk Tatrzańskich jednego dnia. ~55km i ~17,5h na nogach
Start godzina 3.20
☑️Schronisko na polanie Chochołowskiej-> Przełęcz Iwaniacka-> ☑️Schronisko w dolinie Kościeliskiej-> Przysłop miętusi-> przełęcz kondracka-> ☑️Schronisko na polanie Kondratowej-> ☑️hotel Górski Kalatówki-> Kuźnice-> dolina Jaworzynki-> ☑️Schronisko Murowaniec-> Zawrat-> ☑️Schronisko w dolinie 5 stawów-> Świstówka-> ☑️Schronisko nad morskim okiem-> ☑️Schronisko Roztoka godzina 21.05 i dalej do parkingu w Palenicy Białczańskiej
#tatry










































To jednak nic w porównaniu z żartem, jaki wyciął władzom Poznania w 1924 r. student Romuald Gantkowski razem z grupą kolegów. Zadzwonił do kilku redakcji, podając się za pracownika wydziału prasowego polskiego MSZ. Niedługo potem, 12 czerwca, w poznańskiej prasie ukazał się komunikat: „Z wielkobrytyjskiej wystawy w Wembley przybywa dziś do Poznania dwu delegatów Beludżystanu (leżącego w Azji, południowy wschód równiny Iranu). Gości podejmować będzie tutejsze Polsko-Tureckie Towarzystwo”. Nikt z miasta nie wiedział wtedy jeszcze, że za tą lakoniczną depeszą kryje się perfekcyjnie przygotowany dowcip. Pomysłodawca kawału poinformował miejskie władze, że beludżystańscy goście przejeżdżają przez Polskę incognito, ale chcą na chwilę zatrzymać się w Poznaniu i zwiedzić zamek oraz ratusz.
Żartownisie przebrali się m.in. w turbany wypożyczone z teatralnej garderoby i wsiedli w wypożyczoną u znajomego Gantkowskiego limuzynę berliet. Przed dworcem powitał ich komendant policji w odświętnym mundurze, białych rękawiczkach, z szablą u boku. Funkcjonariusz w stroju galowym zapewnił, że policjanci objęli misję dyskretną opieką i zaprosił gości do zamku. Tam czekali na nich już intendent gmachu, dziekan uniwersytetu, profesorowie i... tłum poznaniaków.
Wizyta
źródło: comment_159516033139zPHMTNuaTj4rF9mO7yEu.jpg
Pobierz