Aktywne Wpisy

Ucho1899 +44
Robimy upgrejda po 10 latach. Na pierwsze składanie jaram się chyba bardziej niż na granie bo pewnie i tak będę grał w te same gry co zawsze xd
#pcmasterrace
#pcmasterrace
źródło: 3513
Pobierz
vieniasn +130
przyszedł taki chłopiec krzyczeć na mnie i pokazać gdzie mieszka
źródło: 1000050541
Pobierz




Mirki, mam do was takie pytanie i chciałbym uzyskać obiektywną odpowiedź.
Jestem skłócony ze swoją rodziną i to chyba dożywotnio. Geneza sięga okresu dzieciństwa i studiów, ale wojna wybuchła w okolicach mojej 30stki. Pochodzę z małej wsi. Jak tylko dostałem się na studia czy poszedłem po nich do pracy, to średnio lubiłem w niej siedzieć. Moi rodzice tego nie rozumieli i wiecznie (nawet jak byłem na swoim) żądali albo prosili o przyjazdy pod pozorem towarzystwa i pomocy. I średnio licząc byłem tam przynajmniej raz w miesiącu. Rodzeństwo mieszkało w innych punktach Polski i bywało rzadko, więc uwzięli się na mnie, bo miałem tylko 100 km. Czas leciał i doszło do momentu, że dostałem umowę na czas nieokreślony i chciałem sobie kupić mieszkanie i liczyłem, że pomogą mi z wkładem własnym. I ojciec zrobił najgorszą rzecz - ani nie pomógł, ani nie odmówił, tylko znaleźli kolejny powód do ściągania mnie do domu na rozmowy, z których były same mądre rady (same idiotyzmy typu o których szkoda gadać), ale zero realnej pomocy. I żeby nie było - moja rodzina nie jest biedna, chciałem około 10% wartości mieszkania, wcześniej moje rodzeństwo, które bywało w domu 2 razy w roku dostało kilkadziesiąt tysięcy złotych (raczej dlatego, że tamte rodziny się dorzucały) i to nie ja pchałem się do domu, żeby coś dostać, tylko wiecznie mnie proszono o przyjazdy.
Gównorozmowy trwały za długo i podnieśli stopy procentowe, ceny poleciały do góry i do czasów kredytu 2% straciłem szansę na kupno mieszkania tam gdzie chciałem. Rodzinę jeszcze drażniło to, że zacząłem sobie wygodnie żyć (wyniosłem się z pokoiku na kawalerkę, jeździłem na urlopy zamiast do nich czy płaciłem za hobby). Oczywiście odbiło się to na relacjach z rodziną, bo wizyty były rzadsze i trwały krócej, przestałem być taki łagodny i nie byłem taki skory do pomocy. Naturalnie na tle rodzeństwa i tak byłem kilka razy częściej. Aczkolwiek był jeszcze jeden słaby punkt - babcia. Jak ojciec nie mógł na mnie czegoś wymusić, to wycierał gębę jaka ona biedna, schorowana i strasznie tęskni. Babcia zaczęła chorować i nie mogła mieszkać sama, a była tak źle, że trafiła do ośrodka. Naturalnie to ja musiałem jeździć z ojcem na zmianę. Nawet jak zmarła i powiedziałem, że przyjadę tylko na pogrzeb to zostałem zrugany i musiałem załatwiać razem z nim formalności i siedzieć 5 dni w domu aby "opłakiwać". 3 tygodnie później były święta, a ja byłem zły i nie chciało mi się przyjechać. Jak o tym powiedziałem matka zaczęła płakać i mówić, że nikt nie przyjeżdża, ojciec zmądrzał i coś na mnie czeka. Przyznam się, że przyjechałem i ... czekały na mnie wyliczenia ile babcia zostawiła i szukanie mi mieszkania. Uprzejmie wyjechałem w połowie świąt.
Miesiąc później była Majówka i rodzeństwo przyjechało do domu na zaproszenie rodziców. Poza mną, bo grzecznie odmówiłem z powodu swoich planów i byłem już obrażony. Ojciec chyba czując presję podzielił majątek po babci. Ja uznałem (i nadal uważam), że podział był niesprawiedliwy, bo ja wiecznie byłem zaciągany do babci, żeby sprzątać czy dotrzymywać towarzystwa . I to nie ja się pchałem, tylko mnie wiecznie proszono.. Poza tym wiedziałem, że sam sobie będę w stanie kupić mieszkanie i odmówiłem. No i oczywiście powiedziałem, co sądzę o rodzinie, wyliczyłem ile czasu mi zabierano. Żeby było zabawniej jakbym mało razy spędził czasu z rodzicami zaproponowano mi, żebym pomógł w sprzątaniu mieszkania po babci to też coś dostanę. Wtedy na dobre się wkurzyłem i wybuchła wojna totalna, czyli wypominanie, wyzywanie i na koniec cisza. Ostatni raz w domu byłem ponad rok temu po swoje rzeczy. Jeszcze z dwa razy widziałem się z matką w swoim mieście, ale na sztuczkę "będziemy w święta sami" już się nie nabrałem, a każda rozmowa z ojcem kończy się awanturą. Oczywiście sam kupiłem sobie mieszkanie, co rodziców zaskoczyło, bo mieli mnie za utracjusza.
I moje pytanie jest takie - kto ma rację w tym konflikcie? Minęło już sporo czasu i niestety jedyną swoją winę widzę w tym, że zawsze byłem łagodny i ustępliwy zamiast ostro odmawiać albo konkretnie stawiać żądania. Ja naprawdę mam uczucie, że zmarnowałem mnóstwo czasu na swoją rodzinę i zostałem oszukany. Zostałem nazwany już materialistą, chorym psychicznie czy grożono mi wydziedziczeniem. Dlatego chciałbym zapytać neutralne osoby, jak oceniają moją postawę.
#przemyslenia #zalesie #gorzkiezale #rodzina #rodzice #dzieci #mieszkanie #mieszkania
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: digitallord
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
@mirko_anonim: nikt nie ma racji, obie strony przegrywają w takim konflikcie
może jedynie żona i dzieci mogą tu pomóc, wtedy poczują się potrzebni
No i mentalność, wiejska twoich starych i twoja, gościa który chce awansować do klasy średniej ale w pierwszym pokoleniu to zawsze jest insecure.
Co do racji to każdy ma swoją, podług światopoglądu.
- oczywiście nie masz obowiązku ani do nich w kółko przyjeżdżać ani zajmować się babcia
- z drugiej strony rodzice nie mieli żadnego obowiązku
@JoeGlodomor a nie zajebiscie, moze typ ma codziennie jezdzic 100km, bo mamusia chce? Rodzice moga zaprosic, a on ma prawo odmowic, bo ma swoje zycie, a potem zdziwienie, ze ktos nie ma zycia towarzyskiego, bo siedzi z mama i oglada tv XD
Początkowo pewnie czułeś jakiś mentalny obowiązek wobec nich, ale nie byłeś