Idzie strapiony i zafrasowany facet przez las. Nagle na drogę wyskoczyła mała zielona żabka i mówi: - Czym się tak martwisz? - A, bo życie jest do dupy. Dom się wali, żona brzydka, auto w rozsypce, kasy brak... Ogólnie lipa. - Nie martw się. Idź do domu i wszystko będzie OK. Facet zachodzi, patrzy a tu chata pięknie odstawiona, żona piękna jak Elsa Hosk , pod bramą garażu stoi Maybach, a w
Kobieta spotkała (według niej) idealnego mężczyznę. Rozmowa się toczy i toczy i toczy i nagle pyta
- A może Ty papierosy palisz? - Broń Boże! Brzydzę się zapachem tytoniu. - A może pijesz? - Broń Boże, nie lubię alkoholu. - Może narkotyki? Twarde, lekkie? - Gdzież tam. Żadnych. - TO CO TY ROBISZ W ŻYCIU? - Kłamie.
Chłopak chodzi z panną jakiś czas. No i starym zwyczajem otrzymuje zaproszenie na obiad do rodziców dziewczyny w celu bliższych oględzin. Chcąc zaimponować, przyszłym teściom wyciągnął z garażu swoją yamaszkę, a następnie aby dodać jej błysku wysmarował wazeliną. Podjeżdża więc swoją lśniącą Virażką na podjazd przed dom, wchodzi do środka, gadu gadu i siadają do stołu. Pierwszy przy stole odzywa się stary: - Wiesz u nas jest taki zwyczaj, że kto pierwszy