Kiedyś pisywałem wiersze. Do szuflady, nikomu nie pokazywałem. Z resztą 95% z nich było pisane w głębokiej depresji więc tematyka to śmierć. Ale jeden był optymistyczny. I jako jedyny jakoś tam rymowany.
Podzielę się tym z Wami. Całkiem możliwe, że okaże się słaby. Ale co mi tam
#wiersz #poezja #niewiemjaktootagowac
Szczyty wysokie, już ośnieżone
W zimę pod grubą puchu pierzyną.
Czekają cicho, na wiosny tchnienie
Na to by znowu powitać ptaszyny
Ptaszyny
Podzielę się tym z Wami. Całkiem możliwe, że okaże się słaby. Ale co mi tam
#wiersz #poezja #niewiemjaktootagowac
Szczyty wysokie, już ośnieżone
W zimę pod grubą puchu pierzyną.
Czekają cicho, na wiosny tchnienie
Na to by znowu powitać ptaszyny
Ptaszyny























Nie nam konać w przytułku nędznie, jak Varlaine,
Ani, jak ślepy Norwid, mrok chłonąć szpitalny,
Na różańcu się modlić i nocą przez sen
Bezsilnie o młodości rzęzić triumfalnej.
Nie nam czekać ostatka nadszarpniętych sił,
Aż astma oczy z orbit wydusi nam grozą,
Aż wapno z pokruszonych wytryśnie nam żył
I powoli do mózgu podejdzie sklerozą.
Nie dla nas medycyna, która z krost i plam
Barwne mapy przemarszu