Po­słu­chaj­cie, o dziat­ki,
bar­dzo ślicz­nej bal­lad­ki:

Był so­bie pe­wien pan,
na twa­rzy kwa­śny i wklę­sły,
miał por­tek z pięt­na­ście par
(a może szes­na­ście)
i wszyst­kie mu się trzę­sły;

wło­ży sza­re: jak w fe­brze;
wło­ży gra­na­to­we: też;
od ślu­bu: jesz­cze lep­sze!
ma­ren­go: wzdłuż i wszerz.

Krót­ko mó­wiąc, w któ­re­kol­wiek por­t­ki
koń­czy­ny dol­ne wty­kał,
to trzę­sły mu się one
jak nie przy­mie­rza­jąc osi­ka.

W ten spo­sób, przez trzę­sie­nie,
pan ży­wot miał bar­dzo li­chy,
bo
Jan Kasprowicz

Byłeś mi dawniej bożyszczem, o tłumie!
Wiarę mą trawił twój żołądek wraży!
Dziś moja miłość już zgiąć się nie umie
Na stopniach twoich bezbożnych ołtarzy.

Dziś z resztką siły poszedłem w bluźnierce,
Ma dłoń słabnąca dziś twój bałwan kruszy,
Krwawy Molochu, coś pożarł me serce,
Jak wampir wyssał drogi szpik mej duszy!

Królu w łachmanach, siedzący na tronie,
Z którego zdarto bisior i złocenia!
Ogniem zawiści twoje oko płonie,
Chciwość
Godziny

Nie śpię o pierw­szej, o dru­giej, nie śpię o trze­ciej, o czwar­tej.
Noc ma oczy otwar­te, ja mam oczy otwar­te,
Wpa­tru­je­my się w sie­bie upar­ty­mi oczy­ma,
Kto kogo wzro­kiem po­wa­li,
Kto
Kogo
Prze­trzy­ma.

O dru­giej wzią­łem alo­nal, o trze­ciej wzią­łem we­ro­nal,
Sza­rą che­mią obłę­du szu­mię, re­tor­ta sza­lo­na.
Mo­dli­łem się o trze­ciej, prze­klą­łem cię o czwar­tej,
Przy moim he­inow­skim tap­cza­nie roz­pacz spra­wu­je war­tę.
Pią­ta ga­lo­pem ser­ca z tru­dem szó­stej do­pa­dła,
Mżą­ca za