Poranny, pierwszy w moim mieście parkrun. Na pełnym luzie, żeby mieć siłę na popołudnie.
Świebodzińska Dziesiątka - chociaż jak widać, do tej dyszki trochę mi zabrakło. Co śmieszne mojemu Tacie, który biegł zaraz obok mnie wyszło 9,98. No trudno, ważniejsze jest to, że właśnie dzięki mojemu Tatusiowi mój oficjalny czas netto to 58 minut i 53 sekundy. Na 10km byłaby to życiówka w okolicach godziny, za
Założenie było takie, że biegnę spokojnie, ale cały czas (bez interwałów). W lesie natrafiłam na nieprzyjemny kamienisty odcinek, na którym zaczęły bolać kolana. Musiałam zrobić przerwę 200 m na marsz i
Start w lokalnym biegu na 5 km. Z wyniku jestem zadowolony. Co prawda liczyłem na czas 20:xx, jednak pogoda ukradła kilka sekund (deszcz + w niektórych momentach mocniejszy wiatr, co trochę spowalniało tempo).
Jak cudownie nie mieć paranoi, skubane zaczynały brać górę, dostałem nowe leki i po półrocznych zmaganiach z tym cholerstwem mam święty spokój. Tak się cieszę że musiałem o tym napisać, wiem że nikogo to nie obchodzi, ale chęć była zbyt wielka.
@TheSjz3: Piateczka Mireczku! Mam to samo! Leki pomogly mi w nerwicy i w koncu moge byc soba a nie zestresowana, zaplakana osoba ktora boi sie wyjsc do ludzi! :) Oby tak dalej! (。◕‿‿◕。)
Dawno nic nie wrzucałem, więc może dodam coś z tego tygodnia, bo całkiem sporo biegania wyszło.
Trening pod Cracovia Półmaraton.
Poniedziałek: