@radoslaw-szalkowski: spoko, nie sposób wymienić wszystkich, tym bardziej że część spotyka się pierwszy raz. dopiero po relacji złapałem orient że "who is who" ( ͡°͜ʖ͡°)
Pierwsze to z córką w foteliku i żoną na jej rowerze, więc prędkość taka sobie, głównie ze względu na hamulec w postaci żony. Jeden podjazd pojechałem nie czekając na nią i było nienajgorzej.
Drugi to standard - szybka przejażdżka, chciałem pojechać na ten podjazd z białą kostką w Przegorzałach. Podjechałem i wróciłem, ale czas straszny :) No i to już chyba moja ostatnia wieczorna (po położeniu dzieci do
@gravelet: nie, głównie asfalt, wertepów tylko trochę (ale raczej ubite / ujeżdżone). Szarpania raczej nie ma, chyba, że się wjedzie gdzieś na bezdroża, ale nie próbowałem raczej na dłużej. Bardziej to jest takie bujanie, z tego względu moja córka zazwyczaj w foteliku usypia, czasem od razu :) Chyba, że jest wypoczęta, to wtedy nie. Ale w tamtym roku pamiętam jak jechaliśmy i był kawałek przez las, a ona prawie całą
@Mortal84: karbonu się nie naprawia, no i chyba trochę w tym prawdy jest. po czymś takim już nigdy nie powróci do swojej pierwotnej wytrzymałości, ale zdecydowanie lepiej kupić tylko nową ramę bo sprzęcik masz dobry
Zacząłem niestety trochę z tyłu stawki, wolałem się rozgrzać niż czatować na dobre miejsce startowe. Od startu pod wiatr i podjazdy, co poskutkowało za wysokim tętnem, po ostatnim podjeździe musiałem trochę spasować, więc tempo spadło. Za Hopami jechałem w niedużej grupce. W Kartuzach grupka się rozpadła, przez co początek drugiej pętli znowu w 1-3 osobowej grupie, w której nikt nie oprócz mnie nie kwapił się prowadzić,
Wakacje w postaci tripu rowerowego wzdłuż wybrzeża + plus dojazdy do i z dworca PKP. Całość uznaję za bardzo udaną, mimo dwóch deszczowych dni (w sumie to padało przez 150 km tej wycieczki). Jedyne do czego miałem obawy to kondycja mojej dziewczyny, jako że prawie w ogóle nie jeździła na
@bewuce: Spaliśmy na polach namiotowych... były plany też kimnąć na dziko, ale na zamiarach się skończyło. Co do rowerów to trzymały się bardzo dobrze - w trekkingu z decathlona będzie trzeba jedynie linki hamulcowe wymienić po tej wyprawie, bo się pozapiekały. Mój rower działał bez problemów (ale też był świeżo po gruntownym serwisie), jeśli nie liczyć zjedzonych klocków hamulcowych przez piach i mokre dni.
Pierwszy raz byłem zrobić HIIT na rowerze, powiem, że ciężko jest. Bez pulsometru, ale chyba jednak znam swój organizm, wiem kiedy 60%, a kiedy 95% MHR. Teraz tylko chudnąć w ciągu dnia.( ͡°͜ʖ
Deszcz, błoto i lody :)
https://www.strava.com/activities/1170138142
W
źródło: comment_dWI2K3VSR7ccv1ea1FcLHKsAyxTHlo9t.jpg
Pobierz