Ludzie mający - jak twierdzą - po 20 do 30-tu lat, piszą o tym, jak to im się w życiu nie udało, jak to cinszko im się żyje, jak to bardzo trudno zaruchać, aż w końcu że by się do kogoś PRZYTULILI. I oczywiście nic z tym nie robią.
OK, nie śmieję się uczuć, są bardzo ważne. Nie śmieję się też z samych zainteresowanych - w końcu to często nie ich wina, że mają tak skrzywione spojrzenie na świat, związki i pracę. Sam zresztą ciągle nad sobą pracuję, na wielu polach.
To, co mnie w tym wszystkim najbardziej boli, to fakt, że gdzieś nam znika ten poprawny męski wzorzec. Wzorzec, w którym mężczyzna robi, to co ON chce, a nie co wypada lub co kazała mamusia/dziewczyna/teściowa. W którym każda bliska mu osoba wie, że może mu zaufać, wie że może na nim polegać i w końcu czuje się bezpiecznie w jego towarzystwie.








Branie dzieciatej to strzał w oba kolana shotgunem