Miliarderzy nie lubią jak się głośno mówi o katastrofie klimatycznej, bo katastrofa klimatyczna jest bezpośrednią konsekwencją kapitalizmu i traktowania naszej planety i jej zasobów, jakby były jakimś magicznym dispenserem na zimne napoje jak z KFC (skoro o kapitalizmie mowa), z którego można po prostu sobie nalewać w nieskończoność, bo jest magiczny. To nie tak, że każdy krzaczek ma ograniczoną ilość owoców i trzeba im dać odrosnąć, żeby znowu urosły, nie? Ale hej,

ukojenie












