Anna zmarła po porodzie, bo zabrakło ginekologa. Prokuratura postawiła zarzuty
"Anna słabła, bladła, czuła gorąco, a nogi miała zimne i tętno jej rosło, ciśnienie spadało. To są objawy krwotoku wewnętrznego, który może zweryfikować USG. To badanie wykonuje ginekolog. Ale na tej porodówce nie było ginekologa"
- #
- #
- #
- 115
- Odpowiedz






Komentarze (115)
najlepsze
Jak żona rodziła w państwowym, to co i rusz przywozili kobiety z takich prywatnych szpitali, bo nie mieli sprzętu/lekarzy/wiedzy/chęci jak ogarnąć cięższe przypadki.
Mój powiatowy ma na sumieniu śmierć noworodków.
Koleżanka miała cc i o ile samo cc było ok, to zabrali dziecko na pobieranie krwi i dokarmianie, a jak kolezanka chciała być przy tym, bo noworodek płakał, to zwyzywano ją od wariatek i zamykano drzwi. Dziewczyny ryczały na sali za dziećmi.
Poniżanie matek, dokarmianie bez potrzeby, szantażowanie - tak pamiętam szpital.
To badanie mogła wykonać nawet pielęgniarka, położna czy ratownik medyczny po szkoleniu. Chociaż nie każdy jest specjalistą ginekologiem, każdy lekarz może wykonać badania ginekologiczne. Tym bardziej w sytuacji zagrożenia życia, wtedy każdy lekarz nawet, nie że może, ale ma obowiązek ratować życie. To, że nie było ginekologa, to tylko taka głupia próba usprawiedliwiania się.
@voot: Ale jaki niby lekarz, jeśli nie ginekolog, ma być na porodówce? Dentysta? Kardiolog?
czy teraz to nie dobra jest
Możesz błagać o
I powiem wam. Jako obywatel. To co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Czekać pół roku na specjalistę czy iść do takiej "prywatnej" placówki.
Najlepiej to