Wpis z mikrobloga

✨️ Moja przygoda rowerowa do Turcji – część 2
Jak do Turcji rowerem jechałem Cz.2

Gdy wyjechałem #rower em od mojej byłej dziewczyny chciałem już uciec od tego wszystkiego jak najszybciej. Dlatego skierowałem się na PKP aby dojechać do granicy kraju. Miałem nadzieję że nowy kraj pozwoli mi zapomnieć o moich przeżyciach.
Na granicy polsko słowackiej byłem wieczorem dlatego rozbiłem namiot kilkanaście kilometrów od Polski. Spotkałem słowaka który mnie zapytał co ja tu robię i po uzyskaniu odpowiedzi powiedział że kawałek dalej jest studnia z której mogę skorzystać aby się umyć.
Ucieszyłem się że rozumiem słowaków a oni mnie. Poszedłem spać, lecz nie mogłem zasnąć od napływu myśli. Myślałem o tym że jak wrócę to muszę przez 2tygodnie jeździć do lasu aby drewno na zimę wyrobić na opał.
Od kilku lat do roweru mocowałem siekierę ciesielską oraz piłę ręczną i jechałem 25km w jedną stronę do lasu gdzie leśniczy pokazywał mi fragment lasu po jego przeżedzeniu lub zrębie i tam zbierałem gałęzie i większe kawałki drewna na stosy. Po czym on na koniec przychodził je mierzył i wyliczał ile mam za te gałęzie zapłacić. Zazwyczaj to było 200-300zł (a żeby opalić dom potrzeba było 4 tony węgla za astronomiczna sumę 2400zł) więc bardzo niska cena. Następnie dogadałem się z tamtejszym gościem który miał ciągnik i przyczepy żeby mi przywiózł te gałęzie. Umowa była taka że on mi przywozi gałęzie a ja przez dwa dni za darmo u niego pracuje.
W domu to co się dało ciołem sikierą i piłą ręczną a na grube kawałki używałem piły stołowej na prąd. Teraz wystarczyło tylko poukładać w szopce drewno i ciepło w domu jak się patrzy. Pamiętam że Na święta namówiłem mamę aby napalić w piecu do 22C bo na codzień mieliśmy 18-19C. Ale byłem pierwszej zimy dumny z siebie że to ja własnymi rękami zapewniłem małym kosztem ciepło w domu na cały sezon i już nie będziemy marzli. Nigdy nie przysługiwała nam żadna pomoc od instytucji gdyż mama zatabiała najniższą krajową 1200zł czyli 600zł na na osobę a to było za dużo według wszystkich instytucji. Mama aby dojeżdżać do pracy potrzebowała samochodu (nie było do tej wioski żadnego publicznego transportu) a jego eksploatacja też uszczuplała marną wypłatę.

Wracając na słowację, na śniadanie podjechałem do sklepu i kupiłem bochenek chleba i coś w opakowaniu co myślałem że jest marmoladą. O uzupełnienie butli z wodą poprosiłem w sklepie.
Siadam urywam kawałek chleba otwieram marmoladę a tam musztarda. Kupiłem 500g musztardy. Tego dnia moje posiłki składały się z suchego chleba i wody. Zaczeły się góry i podjazdy. Pierwsze 2h jechałem pod górę ale opadłem z sił i kolejne 4h pchałem rower na zmianę z jazdą na nim. Wydawało mi się że ta droga się nie skończy. Nachylenia momentami były takie że w głowie utrwalił mi się taki obraz. Pcham rower obracam się a za mną 400-500m dalej jedzie gość profesjonalnie ubrany na nowej kolarzówce na najcieńszych oponach.
Z ciekawości postanowiłem jak najszybciej pchać rower i zobaczyć po jakim czasie on mnie wypszedzi. Mój licznik pokazywał 3,5-4km/h po 4 minutach obracam się myśląc że kolarz chyba skręcił a on cały czas mnie gonił i był za mną jakieś 100m. Wypszedził mnie po kolejnej minucie. Po 6h pchania I jechania w końcu dotarłem na szczyt ale byłem już szczęśliwy że to już koniec. Pozwoliłem sobie znów na zjedzenie trochę chleba i popicie tego wodą.
Zaczoł się zjazd. Odepchnołem się nogą chciałem zacząć pedałować ale pedały okazały się nie stawiać oporów. Myślałem że łańcuch spadł ale okazało się że już mam na liczniku 35km/h po prostu przeżutek zaczeło brakować.
Po 400m od ruszenia rower zaczoł się trząść i wpadać w wibracje. Spojrzałem na licznik a tam 74km/h (wymiary koła wprowadzałem mierząc sznurkiem obwód koła, dodatkowo zgadzała się prędkość wyświetlane na liczniku z prędkościami z radarów przydrożnych.)
Zbliżał. Się zakręt 180 stopni jak to w górach. Wcisnołem jeden chamulec i nic się nie stało po prostu nie przyspieszałem ale zwalniać zaczołem dopiero gdy wcisnołem drugi chamulec. Bez większego pedałowania przejechałem 34km. Ale się wtedy cieszyłem jadąc na dół. Tak ten podjazd i zjazdy a w szczegulności zjazd w zupełnosci pozwoliły mojej głowie na chwilę zapomnieć o moich niepowodzeniach. Ten początkowy zjazd to było 20minut uśmiechu na twarzy i szczęścia którego już dawno nie zaznałem.
#rower #podroze #przegryw #niebieskiepaski #rozowepaski
@T3sla @Jacare123 @funky-koval @AKmatiAK @YetiKotleti

〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta

🫶 Twoje wsparcie = dalszy rozwój projektu. Wspomóż projekt

  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach