Jestem już kilka lat po 30. Moje życie było zdecydowanie burzliwe już od czasów dzieciństwa (co jest tematem na oddzielny post), co rzutowało i rzutuje na dorosłe życie. Średnio, jak pokazują moje ostatnie doświadczenia, radzę sobie ze stresem w pracy. Skończyłem jednak studia i to całkiem wymagające. Jeden z kierunków na politechnice, który wymagał sporo pracy, a jak się później okazało perspektywa pracy to niskie zarobki w ujęciu stresu, a także bardzo często delegacje. Nie jestem też typem gościa, który czerpie radość z poświęcania się „karierze”. Dla mnie praca to smutna konieczność. Gdybym mógł nie pracować to bym nie pracował.
Przez kilka lat pracowałem za granicą gdzie wyjechałem przez nasz lokalny rynek pracy, a poza tym moje studia były wtopą i tak naprawdę nie miałem pomysłu na siebie. Na początku Niemcy i ostatecznie Holandia, w której dostałem pracę za 2k EUR na rękę. Praca od 8 do 16, pięć dni w tygodniu + dwie wybrane soboty pracujące. Praca fizyczna, ale lekka. Taka, po której miałem zawsze siłę na siłownię, pójście na rower itd. Pracowałem zatrudniony przez agencję, a w samej firmie dominowali autochtoni. Psychicznie? Totalnie wypoczęty. Wchodzisz, wychodzisz. Robisz swoje w dobrej atmosferze i zapominasz. Zresztą co tu rozkminiać jak masz pracę, którą wykonałaby bardziej kumata małpa. Czas spędzony w pracy uzupełniałem sobie podcastami i nauką języka. Niderlandzkiego oraz portugalskiego, który w rok opanowałem na poziomie, który umożliwił mi już naprawdę fajną komunikację na wakacjach w Brazylii. Ano właśnie. „Śmieciopraca” zdobyta po linii najmniejszego oporu i OP może sobie pozwolić na trzytygodniowy trip do Ameryki Południowej. Dajcie spokój, kto to słyszał.
W międzyczasie na wakacjach w Polsce poznałem moją partnerkę, która nie chciała się przeprowadzić, a ja sam też czułem, że jednak stać mnie zawodowo na więcej. Pojawił się też pomysł na przebranżowienie, to mityczne IT, które notabene uważam, że jest jedną z tych branż, która daje godnie zarobić. W Polsce, przed wyjazdem za miedze pracowałem w pewnym korpo na stanowisku procesowym, czy też trudniłem się handlem jako przedstawiciel i jak w korpo było lajtowo za gówniane pieniądze, tak w handlu pieniądze były dobre, ale wymagania wielkie i jak z dwa, trzy razy nie dowiozło się celu, sytuacja robiła się poważna. Wróciłem do Polski, załapałem się na entry stanowisko w technicznym korpo, po czym awansowałem wewnętrznie już na stricte techniczne stanowisko, a rok temu zmieniłem firmę gdzie obecnie zarabiam miesięcznie równowartość tych 2k EUR na rękę + kaska z PPK.
W ujęciu siły nabywczej żyje mi się lepiej, ale jest to okupione stresem i zmęczeniem. Szczerze mówiąc od pon do pt jestem po prostu zmęczony. Roboty mamy dużo, właściwie wlatuje task za taskiem + sporo micromanagementu ze strony biznesu, któremu się wydaje, że wszystko jest takie proste. Specyfika pracy sprawia, że ciężko jest mi tak naprawdę zapomnieć po wyjściu z pracy o samej pracy, a w niedzielę wieczór jest oczywiście zastanawianie się nad poniedziałkową pracą. Odkładam więcej, ale nie mam jakoś ochoty robić czegoś z tymi pieniędzmi, bo jestem po prostu co raz bardziej zajechany psychicznie. Teraz to piszę, bo mam od tygodnia urlop, ale jak sami widzicie, nie odpoczywam tylko piszę ten wywód. Związek zaczął mi siadać, bo zarówno ja jak i moja partnerka mamy podobne odczucia co do naszych zajęć i kurde co raz częściej dochodzi do kłótni, bo jesteśmy jak dwa kłębki nerwów.
Poszedłbym do lżejszej pracy, ale wtedy znowu wrócę do zarobków, przez które po opłaceniu chaty, jedzenia za bardzo nie poszaleję. Kolejna zmiana branży? No dobra, ale na co? W moim otoczeniu moje zarobki uchodzą za dobre. Poza lekarzami znajomi zarabiają mniej siedząc na etatach, a jak ktoś zarabia na moim poziomie to ma to samo co ja – stres, a u niektórych wręcz oczekiwania, że będą dostępni poza godzinami pracy. Co więcej niższe zarobki nie oznaczają przecież, że nie będzie wymagań z czapy i stresu.
Z innej strony, moje zarobki to żadne kokosy. Wystarcza na wygodne życie, ale kurcze okupione zajazdem psychicznym. W NL mój poziom życia chociaż było nieco niższy, to wszystko było po prostu zerostresowe.
I tak się żyje. Powiem wam, że jestem w kropce. Czuję, że wpadłem w pętle, gdzie czuję, że nie mam miejsca na przemyślenie mojej pozycji, bo żyję od weekendu do weekendu, w który nadchodzi chwila wytchnienia, a w tygodniu jestem po prostu zbyt zajechany psychicznie na coś więcej niż jakiś prosty odpoczynek.
Rzecz jasna to mój punkt widzenia, wiem że są ludzie, którzy się w tym odnajdują, jednak ja pomimo wielkich starań nie potrafię. Rok w obecnej pracy minął szybko i mam szczerze mówiąc dosyć. Tak ma to wyglądać do samego końca? XDD
Nie mam absolutnie aspiracji na taki rozwój. Kiedyś mnie tu uwierało, a teraz mogę to powiedzieć na głos. Chętnie wróciłbym do wystarczająco płatnej śmiecioroboty, a po pracy z czystą głową śmigał sobie na moto, trenował, jeździł na rowerze, planował kolejną podróż czy poszerzał horyzonty słuchając kolejnych podcastów.
Czy mam ochotę na zarabianie więcej? Tak, ale nie takim kosztem. Przychodząc tutaj zaliczyłem fajny progres zarobkowy, jednak już po kilku miesiącach widzę, że to nie jest tego warte. Co więcej znam już osobiście ludzi, którzy wylądowali w szpitalu albo na cmentarzu będąc lekko po czterdziestce, a tego ładnego BMW nie udało się ze sobą zabrać.
Mam też odczucie jaki ten etat jest bez sensu. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem z tych pt. po prostu otwórz biznes brachu xD Czuję jednak, że jak już mam ponosić koszta dużego stresu, to lepiej byłoby jednak robić coś swojego, dla siebie. A tutaj jak otwieram kolejnego maila czy biorę taska, tak sobie myślę – jak mnie to bardzo nie obchodzi. Może też minąłem się gdzieś z powołaniem i taka praca jest wybitnie nie dla mnie.
Rozumiem w pełni tych tytułowych ludzi i sam jestem jednym z nich. Teraz brakowało by mi tylko gówniaka, dalszego rozpadu związku i raty kredytu żeby kolejnym punktem był sznur czy szyny kolejowe za kilka lat. Półżartem, półserio, ja nie z tych bo kocham życie, jednak po trzydziestce mam większe zrozumienie dla takich ludzi, bo widzę jak można się pozapinać w życiu i stracić cień nadziei na inne, lepsze jutro. Dorosłość jest przereklamowana hah.
@mkarweta: dodajcie automatyczne tl;dr, bo niektóre rzeczy są zbyt długie by bez ryzyka zaczynać je czytać ;)
chat wypluł:
Autor (po 30-tce) opisuje swoją drogę zawodową: po studiach technicznych i pracy za granicą (Niemcy, Holandia) wrócił do Polski i pracuje w IT, zarabiając przyzwoicie, ale kosztem stresu i wypalenia. Praca w Holandii była prosta, ale dawała spokój i czas na życie. Obecnie czuje się psychicznie wykończony, relacja z partnerką się
@mirko_anonim: To normalne że w pracy na pickerce lepiej się czułeś siłą nabywcza przed covid była o wiele większa, byłeś młodszy, a praca fizyczna dodawała Tobie energii. Dodatkowo 8h i koniec żadnych maili tylko słuchawka z mikrofonem odłożona i powrót.
✨️ Autor wpisu (OP): @Alfiarz Akurat we wspomnianej pracy śmigałem wózkiem widłowym, ale sedno jest to samo. Jak napisałeś. Po ośmiu godzinach wychodziło się z pracy i nic człowieka nie interesowało. A to co w pracy mogło pójść nie tak, to trącenie palety co finalnie kończyło się śmiechem, kiedy zlatywało się pół zakładu żeby zobaczyć co się odjaniepawliło. I tak, te pieniądze były wtedy co najmniej wystarczające.
wyważony-przewodnik-12: Tak to jest, praca umysłowa jest rzeczywiście cięższa od pracy fizycznej właśnie pod względem umysłowym, ale także często i fizycznie rozwala zdrowie ze względu na wypalenie i brak ruchu.
@mirko_anonim: obecnie masz tak, że nie płacą więcej, ledwo się ją dostaje. Wg mnie gość ma szerokie doświadczenie do wykorzystania, a wg ciebie życiorys nie ma sensu. To jakby by miał?
Wg mnie gość ma szerokie doświadczenie do wykorzystania, a wg ciebie życiorys nie ma sensu.
@Olsea: szerokie bo robil bezsensowne rzeczy w przeroznych obszarach? Wszystko u niego jest z innej parafii. Caly czas jakies zmiany, nic nie zwiazane z
@mirko_anonim: a, to generalnie powiem ci zyciorys jak u mnie, ale to wynika z czego innego w sumie. Trochę tu, tu wstaw problem zdrowotny. Studia? Medyk, po roku złapałam świetny wirus i mnie tak przeorał, że pół roku dochodziłam do siebie, potem covid dowalił jeszcze mocniej i dopiero od jakoś dwóch miesiący czuję się trochę lepiej (long covid ftw). Potem jakaś sprzedaż, okazuje się że nie mogę pracować na call
efektywny-wizjoner-14: @Olsea: to się nie nadajesz do fizycznej pracy po prostu na obecnym poziomie wytrenowania. Zostaje Ci nadrobic kondycję lub skupić się na pracy umysłowej
Mimo wszystko tak ciężko jest trzymać się jednej branży zamiast tak skakac?
@mirko_anonim: nie unikałam wf, skąd ten pomysł? Zawsze byłam najsłabszym i najwolniejszym dzieciakiem w szkole, ot, taki urok. Nie chodzę na siłownię, tu trafiłeś, bo karnet jest drogi (170 złotych plus jakieś "opłaty członkowskie"). A odkładam na wkład własny. To najprostsza rzecz z jakiej mogę zrezygnować.
@Olsea: akurat bez sensu, bo z tego co mowisz to masz poziom wytrenowania / sprawnosci fizycznej, ktory uniemozliwia Ci lekka prace, wiec troche WTF dziewczyno. Potrzebujesz tego nie mniej niz wlasnego mieszkania. Pieniadze sa wazne w zyciu, zwlascza jak masz mniej niz na podstawowe potrzeby, ale to zdrowie i sprawnosc to nie mniej
Na razie tracę urlop na takie rozkminy. Biorę psa na spacer, jest ładna pogoda. Może coś nowego wymyślę. Przyznam, że są to klasyczne rozterki pierwszego świata i idąc głęboko do sedna tej sytuacji nie mam tak naprawdę na co narzekać, jednak zżera mnie to od środka. Nie potrafię się zdystansować
@mirko_anonim: nie nie, to są bardzo ważne rozkminy
Na samym wstępie, cześć.
Chciałbym się odnieść do wczorajszego znaleziska (https://wykop.pl/link/7733923/rezygnuja-z-kariery-na-rzecz-spokoju-nowy-trend-na-rynku-pracy) i podzielić się z wami pewnym przemyśleniem, które w skrócie mógłbym podsumować jako – jak chcesz coś mieć w Polsce to musisz zapie...
Jestem już kilka lat po 30. Moje życie było zdecydowanie burzliwe już od czasów dzieciństwa (co jest tematem na oddzielny post), co rzutowało i rzutuje na dorosłe życie. Średnio, jak pokazują moje ostatnie doświadczenia, radzę sobie ze stresem w pracy.
Skończyłem jednak studia i to całkiem wymagające. Jeden z kierunków na politechnice, który wymagał sporo pracy, a jak się później okazało perspektywa pracy to niskie zarobki w ujęciu stresu, a także bardzo często delegacje.
Nie jestem też typem gościa, który czerpie radość z poświęcania się „karierze”. Dla mnie praca to smutna konieczność. Gdybym mógł nie pracować to bym nie pracował.
Przez kilka lat pracowałem za granicą gdzie wyjechałem przez nasz lokalny rynek pracy, a poza tym moje studia były wtopą i tak naprawdę nie miałem pomysłu na siebie.
Na początku Niemcy i ostatecznie Holandia, w której dostałem pracę za 2k EUR na rękę. Praca od 8 do 16, pięć dni w tygodniu + dwie wybrane soboty pracujące. Praca fizyczna, ale lekka. Taka, po której miałem zawsze siłę na siłownię, pójście na rower itd.
Pracowałem zatrudniony przez agencję, a w samej firmie dominowali autochtoni.
Psychicznie? Totalnie wypoczęty. Wchodzisz, wychodzisz. Robisz swoje w dobrej atmosferze i zapominasz. Zresztą co tu rozkminiać jak masz pracę, którą wykonałaby bardziej kumata małpa.
Czas spędzony w pracy uzupełniałem sobie podcastami i nauką języka. Niderlandzkiego oraz portugalskiego, który w rok opanowałem na poziomie, który umożliwił mi już naprawdę fajną komunikację na wakacjach w Brazylii.
Ano właśnie. „Śmieciopraca” zdobyta po linii najmniejszego oporu i OP może sobie pozwolić na trzytygodniowy trip do Ameryki Południowej. Dajcie spokój, kto to słyszał.
W międzyczasie na wakacjach w Polsce poznałem moją partnerkę, która nie chciała się przeprowadzić, a ja sam też czułem, że jednak stać mnie zawodowo na więcej. Pojawił się też pomysł na przebranżowienie, to mityczne IT, które notabene uważam, że jest jedną z tych branż, która daje godnie zarobić. W Polsce, przed wyjazdem za miedze pracowałem w pewnym korpo na stanowisku procesowym, czy też trudniłem się handlem jako przedstawiciel i jak w korpo było lajtowo za gówniane pieniądze, tak w handlu pieniądze były dobre, ale wymagania wielkie i jak z dwa, trzy razy nie dowiozło się celu, sytuacja robiła się poważna.
Wróciłem do Polski, załapałem się na entry stanowisko w technicznym korpo, po czym awansowałem wewnętrznie już na stricte techniczne stanowisko, a rok temu zmieniłem firmę gdzie obecnie zarabiam miesięcznie równowartość tych 2k EUR na rękę + kaska z PPK.
W ujęciu siły nabywczej żyje mi się lepiej, ale jest to okupione stresem i zmęczeniem.
Szczerze mówiąc od pon do pt jestem po prostu zmęczony. Roboty mamy dużo, właściwie wlatuje task za taskiem + sporo micromanagementu ze strony biznesu, któremu się wydaje, że wszystko jest takie proste. Specyfika pracy sprawia, że ciężko jest mi tak naprawdę zapomnieć po wyjściu z pracy o samej pracy, a w niedzielę wieczór jest oczywiście zastanawianie się nad poniedziałkową pracą. Odkładam więcej, ale nie mam jakoś ochoty robić czegoś z tymi pieniędzmi, bo jestem po prostu co raz bardziej zajechany psychicznie. Teraz to piszę, bo mam od tygodnia urlop, ale jak sami widzicie, nie odpoczywam tylko piszę ten wywód.
Związek zaczął mi siadać, bo zarówno ja jak i moja partnerka mamy podobne odczucia co do naszych zajęć i kurde co raz częściej dochodzi do kłótni, bo jesteśmy jak dwa kłębki nerwów.
Poszedłbym do lżejszej pracy, ale wtedy znowu wrócę do zarobków, przez które po opłaceniu chaty, jedzenia za bardzo nie poszaleję. Kolejna zmiana branży? No dobra, ale na co? W moim otoczeniu moje zarobki uchodzą za dobre. Poza lekarzami znajomi zarabiają mniej siedząc na etatach, a jak ktoś zarabia na moim poziomie to ma to samo co ja – stres, a u niektórych wręcz oczekiwania, że będą dostępni poza godzinami pracy. Co więcej niższe zarobki nie oznaczają przecież, że nie będzie wymagań z czapy i stresu.
Z innej strony, moje zarobki to żadne kokosy. Wystarcza na wygodne życie, ale kurcze okupione zajazdem psychicznym. W NL mój poziom życia chociaż było nieco niższy, to wszystko było po prostu zerostresowe.
I tak się żyje. Powiem wam, że jestem w kropce. Czuję, że wpadłem w pętle, gdzie czuję, że nie mam miejsca na przemyślenie mojej pozycji, bo żyję od weekendu do weekendu, w który nadchodzi chwila wytchnienia, a w tygodniu jestem po prostu zbyt zajechany psychicznie na coś więcej niż jakiś prosty odpoczynek.
Rzecz jasna to mój punkt widzenia, wiem że są ludzie, którzy się w tym odnajdują, jednak ja pomimo wielkich starań nie potrafię. Rok w obecnej pracy minął szybko i mam szczerze mówiąc dosyć. Tak ma to wyglądać do samego końca? XDD
Nie mam absolutnie aspiracji na taki rozwój. Kiedyś mnie tu uwierało, a teraz mogę to powiedzieć na głos. Chętnie wróciłbym do wystarczająco płatnej śmiecioroboty, a po pracy z czystą głową śmigał sobie na moto, trenował, jeździł na rowerze, planował kolejną podróż czy poszerzał horyzonty słuchając kolejnych podcastów.
Czy mam ochotę na zarabianie więcej? Tak, ale nie takim kosztem. Przychodząc tutaj zaliczyłem fajny progres zarobkowy, jednak już po kilku miesiącach widzę, że to nie jest tego warte. Co więcej znam już osobiście ludzi, którzy wylądowali w szpitalu albo na cmentarzu będąc lekko po czterdziestce, a tego ładnego BMW nie udało się ze sobą zabrać.
Mam też odczucie jaki ten etat jest bez sensu. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem z tych pt. po prostu otwórz biznes brachu xD
Czuję jednak, że jak już mam ponosić koszta dużego stresu, to lepiej byłoby jednak robić coś swojego, dla siebie. A tutaj jak otwieram kolejnego maila czy biorę taska, tak sobie myślę – jak mnie to bardzo nie obchodzi.
Może też minąłem się gdzieś z powołaniem i taka praca jest wybitnie nie dla mnie.
Rozumiem w pełni tych tytułowych ludzi i sam jestem jednym z nich. Teraz brakowało by mi tylko gówniaka, dalszego rozpadu związku i raty kredytu żeby kolejnym punktem był sznur czy szyny kolejowe za kilka lat. Półżartem, półserio, ja nie z tych bo kocham życie, jednak po trzydziestce mam większe zrozumienie dla takich ludzi, bo widzę jak można się pozapinać w życiu i stracić cień nadziei na inne, lepsze jutro.
Dorosłość jest przereklamowana hah.
#zalesie #pracbaza #korposwiat #psychologia #emigracja
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta
🫶 Twoje wsparcie = dalszy rozwój projektu. Wspomóż projekt
chat wypluł:
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
@szybki-mędrzec-36 Skończyłem
@mirko_anonim: przecież sam się tak właśnie pozapinales. Nic w twoim życiorysie nie ma sensu i jesteś zdziwiony, ze sie szamotasz
Dlatego za pracę umysłową płacą wiecej.
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: mkarweta
To jakby by miał?
@Olsea: szerokie bo robil bezsensowne rzeczy w przeroznych obszarach? Wszystko u niego jest z innej parafii. Caly czas jakies zmiany, nic nie zwiazane z
Studia? Medyk, po roku złapałam świetny wirus i mnie tak przeorał, że pół roku dochodziłam do siebie, potem covid dowalił jeszcze mocniej i dopiero od jakoś dwóch miesiący czuję się trochę lepiej (long covid ftw).
Potem jakaś sprzedaż, okazuje się że nie mogę pracować na call
Mimo wszystko tak ciężko jest trzymać się jednej branży zamiast tak skakac?
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: RamtamtamSi
Moje ciało jest dosyć słabe i nie znosi za wiele, a o umysłową jest zwyczajnie ciężko tu.
@Olsea: unikalas wf? Na siłownię
Zawsze byłam najsłabszym i najwolniejszym dzieciakiem w szkole, ot, taki urok.
Nie chodzę na siłownię, tu trafiłeś, bo karnet jest drogi (170 złotych plus jakieś "opłaty członkowskie"). A odkładam na wkład własny. To najprostsza rzecz z jakiej mogę zrezygnować.
Ale to akurat hobby moje.
@Olsea: akurat bez sensu, bo z tego co mowisz to masz poziom wytrenowania / sprawnosci fizycznej, ktory uniemozliwia Ci lekka prace, wiec troche WTF dziewczyno. Potrzebujesz tego nie mniej niz wlasnego mieszkania. Pieniadze sa wazne w zyciu, zwlascza jak masz mniej niz na podstawowe potrzeby, ale to zdrowie i sprawnosc to nie mniej
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
To ty nie masz doświadczenia jeśli twierdzisz, że to lekka robota
@mirko_anonim: nie nie, to są bardzo ważne rozkminy
żadne pieniądze nie są więcej warte jak spokój