Tytuł:Silmarillion Autor:J.R.R. Tolkien Gatunek:fantasy, science fiction Ocena: ★★★★★★★★★☆ ISBN:9788381168915 Tłumacz:Maria Skibniewska Wydawnictwo:Zysk i S-ka Liczba stron:484 Forma książki:książka Po legendarnych wręcz ostrzeżeniach napotkanych w wielu zakątkach internetu spodziewałem się kontaktu z über-podręcznikiem zawierającym same definicje, ale nie było aż tak ciężko. Nie znaczy to też pod żadnym pozorem, że było lekko: co drugie słowo to nazwa własna, branie tego na pierwszy kontakt z Tolkienem (co pewne zestawienia sugerują) powinno zaliczać się do największych błędów, jakie człowiek może popełnić w życiu, a sam proces czytania postępuje dosyć powoli, co nie zmienia faktu, że nie jest to podręcznik, a bardzo ciekawe, obszerne i zajmujące przedstawienie mitologii i czasów dawnych Ardy. Przyznam, że czytanie niektórych fragmentów trochę bolało: przez zwykłą zazdrość, zacietrzewienie, zwątpienie, a czasem i przewrotną powinność dopuszczano się haniebnych zdrad i podłych bratobójstw, niemal dosłownie od początku czasu do końca opisywanej historii, pomimo początkowego bytowania w świecie właściwie bez skaz; sztandarowym przykładem jest Przysięga Fëanora, która wisiała nad światem niby jakieś widmo na przestrzeni lwiej części książki. Nie chcę się sztucznie rozwodzić nad tym, jak to "pRoFEsOr kUNsZtOWniE" (niektórzy tak piszą w co trzecim zdaniu w odniesieniu do każdej książki Tolkiena) wykreował świat, no ale - już zupełnie poważnie - nie można mu odmówić włożenia niepomiernej ilości pracy w wymyślenie tego wszystkiego, stworzenie systemu naczyń bardzo połączonych (dla przykładu takie BiL, DH i UG są ze sobą zaskakująco powiązane, mniej lub bardziej), nie wspominając już o tych językach - będących wynikiem lingwistycznego jobla - o których swoją drogą można sobie poczytać w dodatku na końcu książki. Należy docenić pracę zarówno ojca - autora, który potrafił stowrzyć wiele, często przeczących sobie wzajemnie tekstów, notatek i przypisów tyczących się jednego zagadnienia w najmniejszych szczegółach, łączących się w szerszym kontekście w coś niespotykanego, jak i syna - redaktora, który całą tę papierologię opanował wedle swoich sił i przekazał czytelnikom w formie jak najbardziej przyswajalnej. Nie zamierzam się skupiać na poszczególnych rozdziałach czy wydarzeniach, ale większość z nich można podsumować następująco: dostojne i majestatyczne, z cieniem smutku. Tymi samymi słowami mogę określić ilustracje, jak dotąd chyba najlepsze. Zdecydowanie warto się z tym zapoznać, jednakże z pewnością po Hobbicie i Władcy. Nie należy się zrażać mitycznym statusem książki jako nadpodręcznika. Po dosyć skoncentrowanych wydarzeniach poprzednich czterech tomów, ten otworzy oczy na ogrom świata przedstawionego i mrowia dramatów, które miały miejsce na długo przed harcami Gandalfa.
@Cerber108: Jestem własnie w 1/3 ksiązki, popełniłem błąd o którym piszesz. Lepiej bym tego nie ujął, czytanie tej książki to dla mnie przebijanie się przez każdą stronę, a po każdej kolejnej nie jestem w stanie powiedzieć co było na poprzedniej - jakie rzeki płyną przez Beleriand, jakie góry są na jego krańcach i gdzie leżą poszczególne księstwa Noldorów. Chyba odstawie póki co te pozycje, bo czuję jak kazdy rozdział zabija
@Cerber108: @Krem Podpinam się pod pytanie, bo też właśnie mam zamiar siąść do Tolkiena. Przynajmniej teraz wiem, że Silmarillion zdecydowanie na końcu, do zwieńczenia dzieła. Przydatny wpis!
@Cerber108: Mój temat na maturze ustnej z Polskiego: Archetypy dobra i zła na podstawie Silmarilion i Władcy Pierścieni. Oczywiście temat wybrany nieprzypadkowo, miałem obcykanego Hobbita jak i trylogię Władcy Pierścieni, natomiast Silmarilion musiałem przerobić. Ciężko się to czytało, trochę jakbym czytał Biblię ale taką Tolkienowską - co z czego się wzięło itp.Ogółem w miarę ciekawe, ale mi osobiście ciężko wchodziło.
@Krem: „Hobbit” to powieść na dwa wieczory, i mówię to jako „wolnoczytacz”. Przeurocza książka. Nie jest to epicka historia, jak ta przedstawiona we „Władcy”, tylko bardziej opowieść przygodowo-łotrzykowska, baśniowa i oczywiście bez „mięsa”.
@BOGUSLAW_WINDA: "Pierścienie władzy" się w nim zawierają, więc teoretycznie częściowa ekranizacja już jest, ale zgodna zapewne tylko w nazwie; nie wiem, bo nie oglądałem i nie zamierzam. Cały Silmarillion jest jednak wg mnie zbyt rozległy, co najwyżej seriale dotykające konkretnych tematów, np. Numenor.
@Cerber108 Silmarillion jest fenomenalny jak dla mnie. Czytałem już 3 razy i zawsze rozwalał mi mózg. Niektóre wątki ciekawsze od WP i aż by się chciało je poznać z większą ilością szczegółów jako samodzielne powieści.
@Cerber108 a mi się dobrze czytało Silmarillion i jest to moja ulubiona książka Tolkiena. Czytałbym ją jednak właśnie na końcu: najpierw Hobbit, potem Władca, a jak się już mniej więcej wie, o co kaman, Silmarillion.
@tomeczek: po wpisaniu w neta "jak czytać Tolkiena" pierwsza grafika pokazuje Silmarillion przed albo po tych czterech książkach, więc mogą się takie przypadki trafić np. jak ktoś chce bezwzględnie chronologicznie czytać.
@kwasnyseagal21: Hobbita i WP czytałem wcześniej w tym roku, teraz robię podejście do innych książek.
@Cerber108: każdy kto uważa, że u Tolkiena są postacie "tylko dobre, albo tylko złe" powinien przeczytać Silmarillion ( ͡°͜ʖ͡°) Jako uzupełnienie polecam cały album, szczególnie jak ktoś lubi ten gatunek
branie tego na pierwszy kontakt z Tolkienem (co pewne zestawienia sugerują) powinno zaliczać się do największych błędów,
Ja się za Silmarillion zabrałem dopiero po zapoznaniu z Hobbitem i Władcą pierścieni, a i tak się odbiłem. Nie czuć w tym w ogóle pióra Tolkiena, i całość ma taki dziwny mitologiczny charakter(zestawienie z Biblią w sumie jest całkiem trafione), mocno widoczny jest IMO fakt że to zostało sklecone ze zbioru jakichś
@Cerber108 ten początek książki to wręcz opis stworzenia świata jak w bibli... Tak to zapamiętałem....ale książki nie byłem w stanie przeczytać całej...
Tytuł:
SilmarillionAutor:
J.R.R. TolkienGatunek:
fantasy, science fictionOcena: ★★★★★★★★★☆
ISBN:
9788381168915Tłumacz:
Maria SkibniewskaWydawnictwo:
Zysk i S-kaLiczba stron:
484Forma książki:
książkaPo legendarnych wręcz ostrzeżeniach napotkanych w wielu zakątkach internetu spodziewałem się kontaktu z über-podręcznikiem zawierającym same definicje, ale nie było aż tak ciężko. Nie znaczy to też pod żadnym pozorem, że było lekko: co drugie słowo to nazwa własna, branie tego na pierwszy kontakt z Tolkienem (co pewne zestawienia sugerują) powinno zaliczać się do największych błędów, jakie człowiek może popełnić w życiu, a sam proces czytania postępuje dosyć powoli, co nie zmienia faktu, że nie jest to podręcznik, a bardzo ciekawe, obszerne i zajmujące przedstawienie mitologii i czasów dawnych Ardy.
Przyznam, że czytanie niektórych fragmentów trochę bolało: przez zwykłą zazdrość, zacietrzewienie, zwątpienie, a czasem i przewrotną powinność dopuszczano się haniebnych zdrad i podłych bratobójstw, niemal dosłownie od początku czasu do końca opisywanej historii, pomimo początkowego bytowania w świecie właściwie bez skaz; sztandarowym przykładem jest Przysięga Fëanora, która wisiała nad światem niby jakieś widmo na przestrzeni lwiej części książki.
Nie chcę się sztucznie rozwodzić nad tym, jak to "pRoFEsOr kUNsZtOWniE" (niektórzy tak piszą w co trzecim zdaniu w odniesieniu do każdej książki Tolkiena) wykreował świat, no ale - już zupełnie poważnie - nie można mu odmówić włożenia niepomiernej ilości pracy w wymyślenie tego wszystkiego, stworzenie systemu naczyń bardzo połączonych (dla przykładu takie BiL, DH i UG są ze sobą zaskakująco powiązane, mniej lub bardziej), nie wspominając już o tych językach - będących wynikiem lingwistycznego jobla - o których swoją drogą można sobie poczytać w dodatku na końcu książki.
Należy docenić pracę zarówno ojca - autora, który potrafił stowrzyć wiele, często przeczących sobie wzajemnie tekstów, notatek i przypisów tyczących się jednego zagadnienia w najmniejszych szczegółach, łączących się w szerszym kontekście w coś niespotykanego, jak i syna - redaktora, który całą tę papierologię opanował wedle swoich sił i przekazał czytelnikom w formie jak najbardziej przyswajalnej.
Nie zamierzam się skupiać na poszczególnych rozdziałach czy wydarzeniach, ale większość z nich można podsumować następująco: dostojne i majestatyczne, z cieniem smutku. Tymi samymi słowami mogę określić ilustracje, jak dotąd chyba najlepsze.
Zdecydowanie warto się z tym zapoznać, jednakże z pewnością po Hobbicie i Władcy. Nie należy się zrażać mitycznym statusem książki jako nadpodręcznika. Po dosyć skoncentrowanych wydarzeniach poprzednich czterech tomów, ten otworzy oczy na ogrom świata przedstawionego i mrowia dramatów, które miały miejsce na długo przed harcami Gandalfa.
#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ksiazkicerbera #tolkien #zyskiska #silmarillion #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
źródło: 905370-352x500
PobierzMi też takie informacje nie zostawały w głowie. Odłóż to, ogarnij historię obu Bagginsów i wtedy dopiero zrób drugie podejście.
@Czosn: porównywanie tego do Biblii często przechodziło mi przez myśl.
Silmarillion jest fenomenalny jak dla mnie. Czytałem już 3 razy i zawsze rozwalał mi mózg. Niektóre wątki ciekawsze od WP i aż by się chciało je poznać z większą ilością szczegółów jako samodzielne powieści.
@kwasnyseagal21: Hobbita i WP czytałem wcześniej w tym roku, teraz robię podejście do innych książek.
Jako uzupełnienie polecam cały album, szczególnie jak ktoś lubi ten gatunek
Ja się za Silmarillion zabrałem dopiero po zapoznaniu z Hobbitem i Władcą pierścieni, a i tak się odbiłem. Nie czuć w tym w ogóle pióra Tolkiena, i całość ma taki dziwny mitologiczny charakter(zestawienie z Biblią w sumie jest całkiem trafione), mocno widoczny jest IMO fakt że to zostało sklecone ze zbioru jakichś