Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Przez znaczną część mojego życia zmagałem się z fobią społeczną, nie mam za bardzo przyjaciół, kilku znajomych jedynie z którymi obecnie widzimy się 1-2 razy w roku. Byłem u psychiatry z tym problemem, dostałem wówczas leki na tę przypadłość, ale niestety branie ich w sumie tylko pogłębiło objawy - doszły dodatkowo do kompletu ataki paniki. Niestety to był też czas, gdy poszukiwałem pracy, a jak wiadomo z fobią ciężko o jakąś gównorobotę (o dobrą też, bo tam znowu brakuje pewności siebie), bo większość wymaga kontaktu z ludźmi. Sytuacja mnie zmusiła i wylądowałem w sklepie jako sprzedawca - na początku wiadomo było mega ciężko, ale z czasem muszę przyznać, że było to całkiem niezłą terapią na mój problem. xD

Ta praca poprawiła znacząco moją umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem, powiedzmy, że zmieniła mój mindset w kontekście, że to nie jest takie straszne. Nie jestem może duszą towarzystwa i nie mam takiego poczucia humoru żeby rozbawić rozmówcę, ale kultura osobista i jakoś takie opiekuńcze podejście sprawiają, że klienci sklepu są z reguły bardzo zadowoleni z mojej obsługi.Ale niestety nadal pozostało kilka problemów, które bardzo uprzykrzają mi życie.

Przede wszystkim, nadal nie potrafię budować głębszych relacji z ludźmi, nie potrafię odnaleźć przyjaciół, o dziewczynie nawet nie wspominam. W grupach powiedzmy, że sobie jeszcze jakoś radzę, ale jak jestem z kimś 1 na 1, to jest kaplica. W środku odczuwam taki lęk, dyskomfort, stres, który powoduje taką jakby blokadę i wtedy się jąkam (mam wadę wymowy, ale jak nie mam stresu i się skupiam to jest okej) i ciężko jest mnie zrozumieć, nie potrafię wyrazić swoich myśli i znaleźć wspólnego języka z drugą osobą, bo cały czas się czuję, że odbiorca uważa mnie za nudziarza.

Częściowo podobny problem mimo wszystko obserwuję również, gdy idę do lekarza czy muszę zapytać pracownika sklepu o coś, albo nawet nieraz podczas rozmowy z niektórymi mniej przyjemnymi klientami. Wpadam jakby w taki stres właśnie i uwidacznia się moja wada wymowy, a na dodatek moje myśli stają się chaotyczne i niepoukładane. To samo na rozmowach o pracę. Mimo całkiem sporej wiedzy na temat, który jest poruszany podczas rozmowy, stres rozbija moje myśli i powoduje, że wypadam okropnie.

Czy są jakieś lekkie leki czy coś, które powodują po prostu takie rozluźnienie czy większy spokój? Myślę, że takie SSRI czy coś to przerost formy nad treścią trochę w tym przypadku. Chciałbym móc zacząć nieco bardziej funkcjonować w społeczeństwie, ale jednak to jest taką lekką blokadą jeszcze.

#fobiaspoleczna #psychoterapia #zdrowie #samotnosc



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 11
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@mirko_anonim leki są po to by obniżyć upierdliwość objawów i pozwolić sobie na psychoterapię lub prace własna nad sobą, bo żaden lek nie naprawi Cię na stałe. Ogólnie jakakolwiek przypadłość taka jak depresja, leki czy fobie maja swoje źródło powstania i źródło przez które dalej to trwa i bez wyeliminowania przyczyny albo zajęciem się tematem pierwotnego powstania problemu nie uda Ci się tej fobii wyeliminować na stałe.
  • Odpowiedz
  • 0
@mirko_anonim jak SSRI to dla Ciebie za dużo to niezbyt.

ogólnie te które działają szybko i rozluźniają uzależniają i są narkotyczne. hydroksyzyna tylko muli, propranolol niezbyt dobry na mental tylko fizyczne objawy stresu.

jak SSRI źle znosiles to są inne antydepresanty, może moklobemid?
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): Moja rada jest może trochę niepoważna, bo sprzeczna z obowiązującymi nurtami psychoterapeutycznymi (jeszcze tak), ale spory potencjał jest w psychodelikach. Z autopsji mogę powiedzieć o lsd. Miałem podobne problemy (nie wiem, czy słabiej, bądź mocniej, nie chodzi o licytowanie się) i kilkurazowe sesje pozwoliły mi zająć inny punkt widzenia na otaczające mnie problemy. Tak, to bardzo ważne, bo w tym zawiera się cały terapeutyczny sens substancji wciąż wrzucane
  • Odpowiedz
@mirko_anonim czy te problemy z rówieśnikami dalej trwają? W sensie ze nadal musisz zadawać się z tymi ludźmi co byli okropni albo czy dalej mieszkasz na osiedlu z tymi ludźmi i oni codziennie dają Ci stres? Czy rodzice dalej są obok Ciebie i Cię nie wspierają? Bo eliminacja przyczyn to wpierw nie być pod ich bezpośrednim stałym wpływem a później praca nad sobą. Sama pochodzę z rozbitej patologicznej rodziny i tez
  • Odpowiedz
@mirko_anonim poczytaj „toksyczni rodzice” Susan Forward jako początek leczenia. Ja ta książkę czytałam co dwa lata by zobaczyć co robię , czego nie robię z tych wskazówek co do leczenia. Nie warto tez wskazówek stamtąd ignorować lub uznawać ze są głupie, bo działają mimo ze mogą brzmieć głupio. Np. idea pisania listów do swoich rodziców z żalami i niszczenie tego listu po wielokrotnym powtórzeniu serio pomaga poczuć ulgę lub zmniejszyć trochę
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
✨️ Autor wpisu (OP): @Kitku_Karola u rodziców dalej mieszkam, więc tak, są nadal obok mnie. Nie uważam ich za toksycznych, zdecydowanie wiele osób jest w nieporównywalnie gorszej sytuacji. Moi po prostu nie dawali tego wsparcia, które było potrzebne przez całe życie, nie wierzyli i nie wierzą we mnie. Uważają mnie za nieudacznika (szczególnie ojciec, matka raczej neutralnie) i można powiedzieć, że takiego typowego "przegrywa".
Myślę, że oni niespecjalnie wpłynęli na moje
  • Odpowiedz